szpital im. Jana Pawła ,proszę o radę!!!!!

Kasiu odradzam- szkoda tam isc- dyletanctwo, guru polskiej pulmonologii to pani
profesor Niżankowska, która jest kierownikiem Kliniki na Skawińskiej, idz
najpierw do niej prywatnie, jesli bedzie trzeba to przyjmie cie do siebie na
klinike- tutaj nie robi sie bezmyslnie badan i nie traktuje sie przedmiotowo
pacjentow... prof Nizankowska jest najwiekszym polskim autorytetem w dzedzinie
chorob pluc... szkoda zdrowia i czasu na bledne wycieczki diagnostyczne...
tak bym ci doradzil

 

7 zapalenie płuc u 3 latka

Hej,
wasnie zadzwonili do mnie z rabki ,ze moga nas pzryjać...jutro (!).
Oczywiście nie dam rady,ale nie ma problemu mogę przyjechac z dziećmi kiedy
chcę.
Jadę za tydzień.
A teraz to co mogę Ci powiedzieć:wzięłam skierowanie od pediatry do Kliniki
Gruźlicy i Chorób Płuc,Oddział Pulmonologiczny i Alergologiczny,w Rabce.
Wiem od znajomej ,ze robia tam b. dobra i szeroka diagnostykę w kierunku
alergii i astmy,ale nie tylko.Również robią inhalacje, drenaż płuc i in.
Dziecko jedzie a mamą na 7-10 dni.Mieszka się w szpitalu,warunki skromne,ale
najważniejsze ,ze szybko masz zrobione wszystkie badania.
I teraz uważaj - czekałam 10 dni (!).
Może warto skorzystać z tej opcji?
Acha, jestem z Krakowa.

pulmunolog

Nie polecam dr. Brulińskiego. Przyjeżdża raz w miesiącu do Częstochowy, a przyjmuje w przychodni "kolejowej" na Wolności (Boya-Żeleńskiego??). Mojemu bratu chcial wykroic kawał płuca, zrobic wszystkie badania od początku. Okazało się, że to wszystko nie potrzebne. Bratu pomógł prof. Orłowski z kliniki gruźlicy i chorób płuc z Warszawy.

szczepienie BCG czy konieczne?

znalazłam cos ciekawego
- Panuje przekonanie, że szczepienie przeciwko gruźlicy zabezpiecza przed nią
na całe życie.
- Niestety, tak nie jest. Szczepienia BCG wpływają tylko na obniżenie
zachorowalności wśród dzieci (w ubiegłym roku w Polsce odnotowano tylko 100
zachorowań dzieci i 200 wśród młodzieży), zmniejsza też liczbę ciężkich
przypadków gruźlicy rozsianej i gruźliczego zapalania opon mózgowo-rdzeniowych.
Szczepienie BCG nie przyczynia się jednak do zahamowania rozprzestrzeniania się
gruźlicy.

To był fragmencik rozmowy z prof. dr hab. EWĄ NIŻANKOWSKĄ-MOGILNICKĄ,
konsultantem wojewódzkim w dziedzinie chorób płuc, kierownikiem Kliniki
Pulmonologii CM UJ.

Całosc pod adresem: www.su.krakow.pl/htm/wydarzenia/0403.htm

 

Rak niedrobnokomórkowy

Czesc Wam. Moj tatus przebywal w szpitalu chorob pluc na plockiej z
rozpoznaniem rak niedrobnokomorkowy pluc z przezutami na kregoslup i
koscistadium IV. Wypisano go po diagnostyce ,nie bylo zadnego leczenia.
Dostalismy skierowanie do Kliniki leczenia bolu zeby ustalic leki
przeciwbolowe. Zainteresownie chorym bylo prawie zadne .Tatus ma apetyt , je
ladnie ,wazy 72 kg. Jakie sa szanse znalezienie sie na Reantgena w klinice?
nikt nie dal nam skierowania.
Jutro (wtorek) 08/08/06 tatus ma jednorazowe nastwetlanie promieniami na
Wawelskiej. Prosze pomozcie co mozemy jeszcze zrobic? czy nowotworow
niedrobnokomorkowych sie nie lezcy? kondycja ogolna tatusia jest dobra. Sam sie
porusza.
Dziekuje

potrzebny dobry lekarz (internista)

dr n.med. Paweł Piesiak - specjalista od kaszlu
Chyba jednym z najlepszych we Wrocławiu specjalistów od kalszu jest dr
n.med.Paweł Piesiak. Specjalista pulmonolog pracujący w Klinice Chorób Płuc w
Dolnosląskim Centrum Chorób Płuc przy ul.Grabiszyńskiej. Godny plecenia lekarz.
Telefonu kontakowego niestety nie znam. Trzeba po prostu chyba zadzwonić do
niego do Kliniki. Pozdrawiam

ospa a noworodek

Ja urodziłam mając ospę, dziecko po 11 dniach zachorowało. Noworodek wymaga
pobytu w szpitalu, dlatego, że ospa jest dla niego niebezpieczna. Dostawał
przez tydzień lek przeciwwirusowy. Natychmiast jak pojawiły się pierwsze
wykwity pojechaliśmy do kliniki chorób zakaźnych dla dzieci. Przebieg choroby
był bardzo łagodny bo dziecko po porodzie dostało immunoglobuliny, mogą one
ochronić przed zachorowaniem lub jeżeli dojdzie do zachorowania łagodzą objawy.
Ospa zaraża 2 dni przed wykwitami, jeżeli męża wysypie poproś lekarza o szybkie
podanie dziecku Varitectu - może go ochroni. Pobyt w szpitalu może Cię ominąć -
to decyzja lekarza, moje dziecko cały czas obserwowano w kierunku możliwych
powikłań - zapalenia płuc, wyniki badania krwi wykluczyły powikłania związane z
nerkami i wątrobą.

Opinie o warszawskich szpitalach dzieciecych

Ja z malym lezalam w 2 szpitalach: w IMiDz i na SZaserow.
IMiDz nie polecam. Ani warunki dla dziecka ani dla rodzicow.
Ja prawie po porodzie, nei mialam miejsca dla siebie, zero mozliwosci poustawiania nawet podgrzewacza, sterylizatora do butelek...
Problem z lazienka...
Rano przychodzila kobieta i wrzeszczala, ze mam skladac materac, bo sie pod nim kurzy..

Szaserow: teraz sa po remoncie. Ja bylam jeszcez przed remontem. Warunki ok, Rodzic z reguly dostaje normalne lozko. Dostepna kuchnia, lodowka..
Lazienka co prawda stara ale jest w porzadku.
Posciel jest normalna, zadnego lezenia na podlodze.

Co do prywatnych szpitali: jest problem. nie ma w Polsce szpitali, gdzi elezysz na normalne choroby z dzieckiem.
Nie mowimy tu o zabiegach jednodniowych, bo wtedy mozna korzystac wlasnie z np,. kliniki Damiana czy np. kliniki Bios (z tej drugiej korzystalam).
Te prywatne placowki wykonuja zabieg, po czym nastepnego dnia pacjent idzie do domu. Nie ma jednak hospitalizacji z powodu zapalenia pluc czy innych chorob.

Aha - podobno buduje sie pierwszy prywatny szpital (z normalnymi oddzialami). Bedzie to szpital Medicoveru.

pulmonolog- Kraków ?

W Krakowie nie wiem, ale skoro interesuje Cię Kraków to pewnie mieszkasz gdzieś niedaleko. RABKA!!!!! Tam są najlepsi lekarze jeżeli chodzi o płuca.
Polecam Ci dr Buchwalda. Co prawda jest to chirurg klatki piersiowej - operował mojego synka 2 razy i mam do niego niesamowite zaufanie. Jest specjalistą znanym w całej Polsce. Wyciąga dzieciaczki z największych chorób.
Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Rabce. Podaję Ci nr tel. do sekretariatu Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej(jest szefem całego instytutu): 2676060 wew. 259. Niestety nie mam na wypisie kierunkowego. Jeżeli choroba Twojego maluszka nie może być podciągnięta pod poradnię w tej Klinice to postaraj sie dostać do niego prywatnie.

Jeżdzę do niego co roku ze swoim synkiem, bo do nikogo nie mam takiego zaufania, jeżeli chodzi o zmiany w płucach. A jadę aż z dolnośląskiego. I jeździła bym nawet co miesiąc, gdyby była taka potrzeba.

Życzę powodzenia.

Lekarz - cudotwórca czy zabójca?

Jak zwykle, mamy lekarzy-partaczy i światłych pacjentów!

A może by najpierw poczytać coś o chorobie( mądrego), a potem pluć?
Primo: mononukleoza w walnej części przypadków idzie w parze z
zapalnie zmienionym gardłem, z nalotami na migdałkach.Obraz może
łudząco przypominać zatem anginę. Secundo: powiększenie wątroby, a
często też-śledziony, niejednokrotnie z miernym wzrostem
aminotransferaz (wzrost 2-3 razy przekraczający normę)to też typowy
element choroby (może nie być od razu).Bóle brzucha (m.in.z powodu
powiększonych w/wym narządów) to trzeci sztandarowy objaw
mononukleozy. Tertio: wysypka,zwłaszcza na tułowiu często towarzyszy
mononukleozie,zwłaszcza leczonej penicylinami z powodu nalotów na
migdałkach (według "Kliniki Chorób Zakaźnych" PZWL nawet do 90 proc
chorych).Co zatem mamy? Mamy typowy przykład, KSIĄŻKOWEJ
mononukleozy.Nie mamy żadnego "podrażnienia antybiotylami", ani tym
bardziej "alergii na antybiotyk"
Biorąc pod uwagę twoje sensacyjne w treści relacje, nie dziwię się
kolejnym lekarzom,że zaczęli wymyślać przedziwne choroby.
I tylko jakoś nie mogę się dopatrzeć tgego "piekła".Żeby w medycynie
tylko takie piekło było...

Dziś manifestacja pracowników służby zdrowia w ...

Szczerze ? Zostałem wychowany przez mojego Ojca - lekarza, który przez 40 lat
pracy nie wziął łapówki. W życiu nie widziałem, żeby mój kolega z Kliniki brał
łapówkę. Za wzięcie koperty (przed, w trakcie, po czy zamiast zabiegu)
wyleciałoby się natychmiast na zbity ryj. Widziałem pacjentów umierających
dlatego, że po prostu nic nie dało się już zrobić. Umierających na skutek
przewlekłych, zaawansowanych, wyniszczających chorób. Lub umierających nagle, w
dramatycznych okolicznościach. Widziałem pacjentów, którzy dzięki usilnym
staraniom całego zespołu żyją - choć wydawało się, że nic im już nie pomoże.
Moi Rodzice żyją, bo w odpowiednim czasie zostali wyleczeni, choć podobno na
raka się umiera. Zatem wybacz, ale znam to zagadnienie od tej strony i tak je
widzę. Jeśli chcesz pluć na lekarzy - pluj sobie. Ale na mnie nie licz.

pomóżcie:(

Odnośnie leczenia ziarnicy złośliwej najlepiej ośrodek, który m.in. zajmuje się
przeszczepami szpiku kostnego np. Wrocław DCTK
www.dctk.wroc.pl/dzialalnosc.html
lub w Katowicach Klinika Hematologii i Transplantacji Szpiku Śląskiej AM
www.spskm.katowice.pl/kliniki/lkh/lkh.html
a w przypadku drugiego nowotworu najlepiej szpital specjalistyczny w zakresie
leczenia chorób płuc lub ośrodek jakieś Akademii Medycznej oczywiście w
zakresie leczenia onkologicznego.
pozdrawiam Robert

Dobry onkolog od płuc w Częstochowie.

Marzena, to jest prof. Tadeusz Orłowski ze szpitala na Płockiej(
Prof. dr. hab. med. Tadeusz M. Orłowski
Kierownik Kliniki Chirurgii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc
Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, Klinika Chirurgii,
ul. Płocka 26
01-138 Warszawa, tel.(022) 43 12 266. t.orlowski@igichp.edu.pl).
Przyjmuje tez prywatnie w Szpitalu jednodniowym na ulicy Kaczej w
Warszawie ( ul. Kacza 8, 01-013 Warszawa, tel.022 322 81 81).
Powodzenia!

Asia....

Witam
Jeśli do tej pory nie mieli Państwo kontaktu z I Kliniką Chorób Płuc w
Instytucie Chorów Płuc i Gruźlicy w Warszawie, ul Płocka, to polecam Kierownika
I Kliniki prof. J. Kusia. Pan profesor na pewno poleci odpowiednią osobę.
Pozdrawiam serdecznie

przygotowania do ataku ptasiej grypy

brak w Polsce standardów leczenia ptasiej grypy
"W Polsce nie opracowano dotąd standardów postępowania w przypadku wystąpienia
ptasiej grypy u ludzi. Nie wiadomo na przykład, w których placówkach mają być
leczeni - przyznaje konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych prof.
Anna Broń-Kaczmarska z Kliniki Chorób Zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala
Zespolonego w Szczecinie.

W sobotę rano rumuńskie władze potwierdziły obecność groźnego dla ludzi wirusa
ptasiej grypy (odmiana H5N1) w Delcie Dunaju, ok. 900 km od południowej granicy
Polski.

- Prawda jest taka, że standardów terapeutycznych nie opracowano nigdzie na
świecie. Ptasia grypa zaatakowała dopiero ok. 120 osób, to zbyt mało, by
wypracować jedną najskuteczniejszą metodę. W ostatnich dniach Światowa
Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła jednak pewne zalecenia. Polskie szpitale nie
będą miały problemu, by je wypełnić. Mamy niezbędne leki, odpowiedni sprzęt i
kwalifikacje - uspokaja prof. Broń-Kaczmarska. Jej zdaniem prawdopodobieństwo
zakażeń Polaków jest znikome.

Ptasią grypę rozpoznać bardzo trudno. Podobieństwo budowy i fizjologii wirusa
H5N1 do wirusa ludzkiej grypy sprawia, że objawy obu chorób są bardzo podobne.
Według WHO są to: gwałtowna gorączka (powyżej 38 stopni), kaszel, ból gardła,
kłopoty z oddychaniem, ból mięśniowy oraz ból oczu.

- Objawy różnicować zaczynają się w późniejszej fazie, po kilkunastu -
kilkudziesięciu godzinach. W przypadku grypy ptasiej dynamika ich narastania
jest szybsza. Pojawia się odksztuszanie wydzieliny, czasem krwawej. W zwykłej
zaś grypie kaszel mamy suchy - wyjaśnia prof. Broń-Kaczmarska.

Leczenie choroby rozpocząć należy jak najwcześniej. Stosuje się terapię
wielolekową. W jej skład wchodzi jeden spośród czterech środków hamujących
namnażanie się wirusa (oseltamvir, zanamivir, amantydyna, rybawiryna) oraz
liczne leki łagodzące przebieg choroby: przeciwgorączkowe, przeciwzapalne,
rozszerzające oskrzela, wspomagające pracę układu krążenia. Dość często
zachodzi także potrzeba podawania kroplówek nawadniających oraz tlenu. W
najcięższych przypadkach konieczne staje się podłączenie do respiratora.

- Dzięki doświadczeniom lekarzy azjatyckich wiemy, jak leczyć ptasią grypę.
Nasza wiedza nie ogranicza się jednak tylko do teorii. Przecież od
dziesięcioleci - przy okazji wielu innych chorób - opiekowaliśmy się pacjentami
z ciężkim wirusowym zapaleniem płuc, a z klinicznego punktu widzenia, ptasia
grypa tym właśnie jest - tłumaczy prof. Broń-Kaczmarska."

komory dekopresyjne - pytanie

dołączam się do mbnin
czytam Twoje posty czasem, kiwigirl, i próbujesz uchodzić za znawczynię tematu, a brakuje Ci wiedzy czasem podstawowej
ja też się będę czepiać:
1. to nieprawda, że dla ubezpieczyciela jest obojętnie, jak nurkujesz - osobne są polisy do nurkwoań rekreacyjnych, bezdekompresyjnych a inne do nurkowań dekompresyjnych (jeśli wiesz w ogóle, jaka jest między nimi różnica)
2. dotyczy nurkowań w systemie PADI: w bazie nurkowej nie podpisujesz, że baza "za nic nie odpowiada", tylko podpisujesz, że zapoznałaś się z dobrymi praktykami nurkowania, że będziesz ich przestrzegać i że zwalniasz swojego instruktora i bazę z odpowiedzialności prawnej, jeśli wystąpi wypadek. jednoczesnie podpisując formularz medyczny (wymagany tylko przy kursach, chociaż wiele baz stosuje go również dla wszystkich nurkujących) deklarujesz, że nie cierpisz na żadną z chorób zagrażających bezpieczeństwu nurkowania.
3. to nie do Ciebie, ale było na forum: instruktor PADI musi mieć wykupioną polisę od odpowiedzialności cywilnej (nie żadne ubezpieczenie grupowe)
4. interesując się komorą dekompresyjną warto się zainteresować, czy jest to tylko komora, czy może cały szpital. zdarzają się sytuacje, że w niektórych miejscach wszystkich podejrzanych o DCS leczy się w komorze. z danych statystycznych komory, z którą ja współpracuję (interesuję się tym tematem) wynika, że tylko połowa osób zgłaszających się z objawami DCS ma postawioną taką diagnozę. Kiedyś nurek wszedł na łódź po nurkowaniu i stracił przytomność. Podejrzewano uraz ciśnieniowy płuc i zawieziono do kliniki, gdzie jest komora. Po przebadaniu okazało się, że pacjent miał wylew do mózgu - można sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby go sprężono w komorze.
Sam fakt, że jest komora nie oznacza, że nurkowania są bezpieczniejsze niż w miejscach, gdzie komory nie ma. Nie wiem, jaka komora jest w Sharm przy porcie, więc nie będe się wypowiadać. Ale Ty pewnie wiesz, skoro piszesz, jak to super dla nurkujących.

A odpowiadając autorce wątku:
BArdziej interesowałabym się wyposażeniem łodzi: zestaw tlenowy (działający), lista telefonów alarmowych, urządzenia do komunikacji (radio, telefon satelitarny itp).
Przewodnik biorąc ludzi pod wodę, powinien powtórzyć wszystkie procedury i praktyki bezpiecznego nurkowania (nawet, jeśli nurkuje z bardzo doświadczonymi osobami). Często mówi też o takich drobiazgach jak picie dużej ilości wody (statystyki pokazują, że mniej więcej połowa przypadków DCS spowodawana była odwodnieniem) oraz zaleca, żeby nikt nie nurkował głębiej niż on.
Moim zdaniem takie potraktowanie sprawy można uznać za organizację bezpiecznego nurkowania nawet, jeśli w pobliżu nie ma komory deko.

Pozdrawiam
Małgorzata
polska baza nurkowa na Phuket

Jak sobie radzi WDPD z chrapiącym mężem?

Dziewczyny, to poważna sprawa. Chrapanie i bezdech nocny są niebezpieczne. Przy
każdym bezdechu człowiek półuduszony wybudza się i tak nawet kilkadziesiąt razy.
Poza ryzykiem tego, że się w pewnym momencie po prostu może nie obudzić (bo mózg
będzie na tyle niedotleniony), to takie kilkadziesiąt pobudek powoduje, że
człowiek w dzień nie funkcjonuje normalnie - jest bez przerwy zmęczony,
rozdrażniony, ma problemy z koncentracją, z sercem. Poza tym nie powinien
jeździć po zmroku, bo jest ryzyko zaśnięcia za kierownicą (tak dostał na
zaświadczeniu mój mąż). Bo właśnie - mój mąż też chrapał, i miał bezdechy. Sam
tego nie wiedział, ja mu to uświadomiłam. Ma astmę i alergię. Jego lekarz, kiedy
powiedział mu o tych bezdechach, skierował go do kliniki badania snu (czy jakoś
tak) przy instytucie gruźlicy i chorób płuc w W-wie. Czekał bardzo długo na
badanie - polegało na tym, że spędził 1 noc u nich, podłączony do aparatury,
badającej jakość jego snu, ilość bezdechów. Stwierdzono, że rzeczywiście cierpi
na tzw. obturacyjny bezdech nocny. Następnie dostał skierowanie i stanął w
kolejce do dłuższego badania, polegającego na leżeniu przez tydzień w szpitalu,
gdzie miał spać w specjalnej masce podającej tlen i niedopuszczającej do
bezdechu. Czekał na to badanie... 2 lata! Ale w końcu się dostał, posiedział
tydzień w szpitalu, stwierdzono u niego prawie 10 bezdechów na godzinę
(wyobrażacie sobie budzić się każdej nocy średnio co 6 minut??!!), dostał
przydział na dofinansowanie do maski z aparatem. Aparat kosztuje ok. 5 tys., NFZ
dofinansowuje ok. 1,5 tys. Są też jakieś aparaty za 700zł, ale bez regulacji,
bez automatyki. No więc kupił aparat i od tygodnia śpi z tym w nocy. nie budzi
się, jest wypoczęty, wyspany, od lat tak dobrze nie spał. Na początku było mu
ciężko się przyzwyczaić, ale już jest ok. Tak więc warto zadbać o męża i o
siebie przy okazji, bo z nieustannie zmęczonym i rozdrażnionym facetem, w
dodatku chrapiącym w nocy ciężko jest żyć

Powstaje nowy obiekt Śląskiego Centrum Chorób Serc

Powstaje nowy obiekt Śląskiego Centrum Chorób Serc
Konieczność rozbudowy zabrzańskiego Centrum wynika z rosnącej liczby pacjentów
i rozwoju nowych sposobów leczenia w kardiologii

Marszałek Bogusław Śmigielski gościł w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu,
gdzie powstaje obiekt medyczno-administracyjny, w którym znajdzie się m.in.
oddział transplantologii płuc, serca, niewydolności krążeniowo – oddechowej,
kardiologii i angiologii. Zarząd Województwa przewiduje w budżecie na rok 2009
wsparcie finansowe rozbudowy tej placówki kwotą dziewięciu mln zł.

Prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca, zapoznał
marszałka z przyczynami rozbudowy kliniki i stanem zaawansowania prac.
Konieczne jest uruchomienie nowego zespołu poradni konsultacyjnych,
przyjmujących rocznie około 50 tys. chorych, bo dotychczasowe mieszczą się w
barakach zbudowanych przed 40 laty. Z kolei ciasnota panująca w obecnym
budynku nie pozwala na zwiększenie liczby pacjentów kierowanych do
transplantacji serca i płuc. Podobne powody stoją za niezbędnością budowy
nowego oddziału kardiologiczno-angiologicznego, wzorowanego na podobnych,
powstałych w Lipsku, Berlinie czy Hanowerze. W budowanym obiekcie znajdą się
również pomieszczenia dla administracji szpitala, która od 20 lat pracuje w
trudnych warunkach.

"Przyjmujemy najtrudniejsze przypadki i wykonujemy najwięcej operacji serca w
przeliczeniu na jedną salę operacyjną w Polsce, a mimo to nie były one
modernizowane od połowy lat dziewięćdziesiątych. Stąd konieczność rozbudowy
także bloku operacyjnego" – argumentował prof. Zembala.

W spotkaniu uczestniczył poseł na Sejm Tomasz Tomczykiewicz i prof. Lech Poloński.

Tadeusz Orłowski (*)

Tadeusz Orłowski (*)
nN cmentarzu Powązkowskim w Warszawie pożegnano prof.dr hab. Tadeusza
Orłowskiego, wybitnego taternika, lekarza i naukowca.

Tadeusz Orłowski był wybitnym lekarzem specjalizującym się w nefrologii i
transplantologii. Niemal do ostatnich dni życia był czynny - pracował nad
przeszczepem trzustki. Od 1971 roku był członkiem rzeczywistym Polskiej
Akademii Nauk, a od 1998 roku - kierownikiem Kliniki Chirurgii w Instytucie
Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
Brał udział w przygotowaniu Narodowego Programu Walki z Rakiem (w 1991 r.
recenzował projekt programu, zgłaszając uwagi dotyczące leczenia raka płuca, w
1999 r. brał udział w przygotowaniu aktualnej wersji Narodowego Programu Walki
z Chorobami Nowotworowymi - ponownie zgłaszając uwagi dotyczące leczenia raka
płuca).

Był autorem licznych publikacji nt. nowotworowych schorzeń klatki piersiowej.
Wykaz niektórych z nich z ostatniego okresu - patrz Google.
Taternictwo zaczął uprawiać w 1935 roku. W latach 1938 - 1956 należał do
czołowych polskich taterników i alpinistów. Należą do niego największe
osiągnięcia w tatrzańskiej wspinaczce klasycznej w latach 1939-50. Najbardziej
znana jest skrajnie trudna droga Orłowskiego na północno-zachodniej ścianie
Galerii Gankowej. Ponadto Orłowski był autorem m.in. takich dróg, jak Żlebem
Drege'a na Granaty, środkiem północnej ściany Żabiego Szczytu Wyżniego i
północno- -wschodnią ścianą Mięguszowieckiego Szczytu Pośredniego. Znane są
również jego uklasycznienia, m.in. południowo- -wschodniego uskoku Zadniego
Mnicha. W Alpach dokonał czwartego przejścia Filara Boccalattego na Mt. Blanc
du Tacul i wschodniej ściany Aiguille du Grépon (obydwa przejścia w 1947 z
Wawrzyńcem Żuławskim). Od 1945 roku był członkiem TOPR. Tadeusz Orłowski zmarł
30 lipca w wieku 90 lat.

Cześć Jego pamięci (*)
Źródło:
www.pza.org.pl

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

Nowy test zapachowy wykrywa raka płuc
Urządzenie wrażliwe na obecność różnych substancji zapachowych w wydychanym
przez pacjentów powietrzu może być pomocne przy wykrywaniu raka płuc. O
wynikach amerykańskich badań informuje pismo "Thorax".
Czujnik do testów wyposażony został w 36 nasyconych chemikaliami plamek,
wrażliwych na różne lotne substancje organiczne w powietrzu wydychanym z płuc.
Jeśli dany związek jest wydychany przez pacjenta, konkretna plamka zmienia
zabarwienie. W ten sposób można ustalić obecność różnych substancji zapachowych
w oddechu.

Celem najnowszych testów prowadzonych przez naukowców z Kliniki w Cleveland
(stan Ohio) było ustalenie, jakie układy kolorowych plamek mogą wskazywać na
obecność raka płuc.

W badaniach wzięło udział 49 pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuc, 73
pacjentów z różnymi innymi niezłośliwymi chorobami płuc i 21 zdrowych osób.

Najpierw w grupie 70 proc. pacjentów chorych na raka zidentyfikowano wzorcowy
układ plamek, świadczący o występowaniu guza. A następnie, wśród pozostałych 30
proc. chorych, testowano przydatność diagnostyczną wzorca.

Okazało się, że z jego pomocą naukowcy byli w stanie prawidłowo zdiagnozować 73
proc. wszystkich przypadków raka. Czujnik błędnie wskazał na obecność guza w 28
proc. przypadków niezłośliwych chorób płuc.

Prowadzący testy dr Peter J. Mazzone liczy, że dalsze badania nad różnymi
związkami zapachowymi obecnymi w oddechu pomogą w dopracowaniu układu plamek
oraz czułości urządzenia, tak by wyniki uzyskiwane z jego pomocą były jeszcze
dokładniejsze.

źródło Onet.pl
wiadomosci.onet.pl/1576535,16,1,0,120,686,item.html

Kącik rozrywkowy!!

Kącik - numer 26.
Jan Paweł II w anegdocie
Niedługo po tym, jak Karol Wojtyła został papieżem, zatroskany o zdrowie
przyjaciela, biskupa Andrzeja Deskura, osobiście zatelefonował do szwajcarskiej
kliniki, w której leczył się Deskur. Gdy telefonistka w szpitalu w Zurychu
usłyszała w słuchawce: "Jestem papieżem, dzwonię z Watykanu", odpowiedziała:
- Taaak? A ja jestem cesarzową Chin!

Na furmance pełnej siana wraca z łąki chłop z żoną. W pewnej chwili odwraca się
i widząc pięciu punków jadących na motorach,
woła:
- Patrz stara, jakie cudaki zaraz będą nas wyprzedzać!
Chłop zaczyna dłubać w nosie, nagle patrzy, a tu wyprzedza furmankę motor z
punkiem bez głowy. Po chwili drugi, też bez
głowy, zaraz następny... Chłop woła ponownie do żony:
- Stara, lepiej postaw tę kosę w pionie, bo wszystkich powyżynasz!

Podczas polowania Fąfara tropi postrzelonego dzika. W pewnej chwili wchodzi na
leśną polanę i widzi chłopca pasącego krowy.
- Chłopcze, czy widziałeś uciekającego tędy dzika?
- Widziałem.
- Dawno?
- Aaa, będzie już z miesiąc temu.

Do centrum lotów kosmicznych zaproszono matkę kosmonauty Jurija Gagarina,
krążącego w rakiecie nad Ziemią. Ich rozmowa
transmitowana będzie na cały świat. Sekretarz partii zachęca
matkę Gagarina:
- Mówcie!
- Jurij! - matka zaczyna nieśmiało. - Co ty teraz robisz?
- Ja? Latam ku chwale Związku Radzieckiego!
- Jurij, a co ty widzisz?
- Wszystko widzę! Lądy, oceany, cały Związek Radziecki widzę!
- Jurij!
- Tak, mamo?
- Jak ty synku wszystko widzisz, to może mi powiesz gdzie ja znajdę knot do
mojej lampy naftowej!

Znajomy do biznesmena:
- Gdybym miał tyle długów co pan, bałbym się spotkania z którymkolwiek z
wierzycieli.
- Mnie to nie grozi. Jeżdżę nowym mercedesem, podczas gdy oni nadal chodzą piechotą.

Zocha mówi do swego męża Józka:
- Ty Józek zostaliśmy zaproszeni na bal maskowy.
- Ja nie idę, bo nie mam się za co przebrać
- Najlepiej nie pij - nikt cię nie pozna!

Siedzi chłopak z dziewczyną na ławce w parku i zwierza się jej:
- Wiesz, chodzę z tobą nie na żarty...
Dziewczyna:
- Ja też jestem głodna!

Blondynka siedząca w fotelu woła do męża:
- Kochanie, kupiłam sobie buty.
- I co? Wygodne?
- Jeszcze nie wiem, od kwadransu nie mogę ich założyć.

Na parking strzeżony podjeżdża facet strasznie rozgraconym "maluchem". Stróż do
niego:
- 5 złotych.
Facet w maluchu:
- Gratuluję! Kupił pan!

Anegdota muzyczna
Wybitny skrzypek angielski Karol Esser (1736-1783) swoją sławę zawdzięcza
osobliwemu wydarzeniu. Już na swym pierwszym koncercie został wygwizdany. Nie
tracąc pewności siebie, Esser przeczekał chwilę, po czym odłożył smyczek i
następny utwór odegrał szarpiąc struny, gwiżdżąc przy tym melodię. Wprawiło to
publiczność w takie zdumienie, że gdy skończył grać, rozległy się gromkie brawa.
Wtedy Esser skłonił się nisko i rzekł:
- Zdawało mi się, że upodobania szanownych państwa idą raczej w kierunku
gwizdania aniżeli gry na skrzypcach. Słusznie pomyślałem więc, że jeśli następny
utwór zagwiżdżę, będziecie państwo zadowoleni.

Zagadki muzyczne
* * *
- Kiedy głosy tenor i bas brzmią jednakowo?
- Gdy obaj głosują na wyborach.

* * *
- Jak zrobić sąsiadowi przyjemność?
- Kupić mu skrzypce.
- A jak zrobić mu na złość?
- Kupić sobie skrzypce i zacząć uczyć się na nich grać.

* * *
- Dlaczego powietrze tak szybko przelatuje przez saksofon?
- Bo ma z górki.

Humor z zeszytów szkolnych
= Białe motyle, których dzieci żrą kapustę, nazywają się kapuśniaki.
= Do chorób zawodowych zaliczamy: pylicę, gruźlicę i rzeżączkę.
= Układ oddechowy służy do wydalania płuc z organizmu.
= Dziedziczność pozwala wyjaśnić, dlaczego - skoro dziadek i ojciec nie mieli
dzieci - także i my
będziemy bezdzietni.
= Ja nie wierzyłem w bociany, ale one są naprawdę, co widziałem w locie.

MADALIŃSKIEGO - koszmar strzezcie sie!!!!!!!!!!

NIGDY W ZYCIU NIE ZMIENIE ZDANIA!!!!!!!!!!
bardzo chetnie w wielkim skrocie napisze o moim pobycie na madalinskiego
i"kompetencji" lekarzy: ordynatora barwijuka i lekarza jakubowskiego.obydwaj
pracuja na oddz. ginekologii i obserwacji przyczym dr barwijuk za ciezkie
pieniadze robi cesarki na poloznictwie ( prowadzil mojej kolezance ciaze -
informacja z pewnego zrodla )
1. z podejrzeniem ciazy pozamacicznej trafilam na oddz. ginekologii w czw ok
21.00 ( 2 usg wykazaly plyn w brzuchu w 99% jest to krew)
2. mam zalecone mierzenie cisnienia co godz przez cala noc o czym nikt mnie nie
poinformowal, lub do momentu operacji usuniecia ciazy ktora ma sie odbyc w
nocy, albo wczesniej jak dostane krwotoku ( to uslyszalam na izbie przyjec)
3. dotrwalam do rana ledwo zywa ze strachu - na obchodzie uslyszalam od dr
barwijuka ze jestem "pacjentka z ulicy" - czyt. bez rekomendacji innego lekarza
z odzialu, bez lapowki.Zalecenia ordynatora usg i badanie krwi na HCG. po
wynikach okzauje sie ze jestem w ciazy, ale lekarz ze swoja swita uznaja ze to
nie mozliwe, a potem ze to mozliwe tylko gdzie ta ciaza????a wlasciwie to
niedlugo dostane okresu bo on po badaniu palpacyjnym tak stwierdza.
4.laparoskopia przelozona na pon. jestem zakwalifikowana z zagrozeniem zycia.
dalej beda mi miezyc cisnienie puls i badac HCG ( cisnieniomierz okazal sie
zepsuty ale nikomu to nie przeszkadzalo w wykonywaniu zalecenia, szpital na
madalinskiego nie ma odzczynnikow na hromon hcg i wysyla probki krwi do innych
labaroatoriow w warszawie)bo moge dostac krowtoku. w zupelnej depresji spedzam
weekend w szpitalu. dostaje szalu, szaleje z rozpaczy pierwsza ciaza 5 lat po
slubie, w rodzinie rzadnych takich przypadkow. hormon hcg rosnie lekarze sie
dziwia bo nie powinnam byc w ciazy, mnie nic nie boli, nie goraczkuje, ale w
brzuchu krew??????!!!!!!!!!??????
5. pon kolejne usg ciazy nie widac- wyliczenia dr jakubowskiego: gdybym byla w
ciazy to pewnie bylby to 3 lub 4 tydz
6.wt ide na laparoskopie - i co??? plyn w brzuchu okazal sie plynem z torbieli -
jedyna osoba ktora mnie poinformowala o przebiegu i wynikach operacji byl
anestazjolog!!!!! nikt inny nie raczyl.
7. sr wychodze do domu przed wyjsciem usg- znalazla sie ciaza !!!! zagniezdzila
sie w macicy, ale wg jakubowskiego nie powinna byla sie znalezc a teraz mam
przychodzic co 2 dni obserwowac jej rozwoj bo pewnie cos jest nie tak.
8. kolejne usg jakubowski stwierdza ze ciaza sie nie rowija i trezba ja
usunac!!!! przy czym nie notuje nic w mojej karcie wymysla ze ciaza jest 6 tyg.
ze nie mam tetna.studentka obok mowi ze chyba widac tetno a on na to ze monitor
sie zepsul i tak drga.umawia mnie na zabieg. przede mna 3 dni wolnego i
swiadomosc ze moge poronic wykrwawic sie stracic dziecko. ocena wieku ciazy
odbywa sie u jakubowskiego w ten sposob ze on mowi wielkosc zarodka a pani od
wypisywania wynikow na maszynie mowi wiek ciazy. w miedzy czasie w trakcie
badania wchodzi salowa zeby sprzatnac.
wtakich oto okolicznosciach resztakmi sil psychicznych rafilam do prywatnej
kliniki. cala siaze martwilam sie o coreczke, mialam depresje, nie urodzial
naturalnie ze strachu o wlasne zycie i zdrowie. caly ten czas ktory powinien
byc radosnym oczekiwaniem na dziecko byl zmarnowanym czasem na oczekiwanie na
koniec ciazy.
gdy moj maz poszedl na rozmowe do barwijuka wyjasnic niekompetencje personelu
ten ocenil ze ma personel na wysokim poziomie i diagnoza bya postawiona
slusznie.
z tej "ciazy pozamacicznej" mamobecnie roczna coreczke, ktora moglam stracic w
idiotyczny sposob.
bo pacan jeden z drugim nie potrafia zrobic o dczytac usg.
aha jak bedziecie staly w kolejce do usg przy izbie przyjec ( jedno jedyne w
szpitalu) to pomyslcie sobie ze barwijuk ma u siebie w gabinecie drugie, ktore
sluzy prywatnym pacjentkom ( wiem to od kolezanki)

nie wspomne ze w marcu tego roku moja kolezanka urodzial synka ktorego zarazono
gronkowcem w 1 dobie zycia i wypuszczono w stanie bardzo zlym z diagnoza
ALERGIA. trafi on z zagrozeniem zycia na woloska . do dnia dzisiejszego
przeszedl kilka powaznych chorob ( w tym 2 razy zapalenie pluc) obecnie ma
anemie.

Uwazam ze ten post powinien byc przestroga dla wszystkich dziewczyn ktore chca
tam rodzic. wezcie go pod uwage wybierajac szpital. zawsze znajdzie sia ktos
zadowolony z teg szpitala bo gdyby bylo 100% niezadowolenia to by go zamkneli.
nie watpie rowniez ze fachowosc lekarzy zwieksza sie proporcjonalnie do
zaproponowanych oplat za swiadczone uslugi. to wiem z rozmow z pacjentakmi.90%
z nich to prywatne pacjentki barwijuka
znam jescze kilka kobiet ktore mialy stycznosc z tym szpitalem i gdyby nie
pomoc innych zakonczylo by sie to tragicznie

nigdy w zyciu nie zmienie zdania na temat tego szpitala, nikt mnie nie przekona
i wolalabym umrzec niz tam pojechac z medecznych wskazan.
moje zdanie podziela wielu wielu lekarzy

pozdrawiam

Szukam Lekarza, który przygarnie mojego Ojca (Wwa)

Dziękuję za odzew, postaram się opisać przypadek Taty tym razem bez emocji...
Niestety, nie mam przy sobie dokumentacji ( poza tym nie potrafię odczytywać
badań, a informacje od lekarzy są lakoniczne) więc opiszę w sposób
łopatologiczny.

W październiku zeszłego roku wykryto guza 7 cm na nadnerczu (usg).
Endokrynolog /listopad-grudzień/ telefonicznie skierował Tatę na zabieg
usunięcia guza do szpitala na Banacha w Klinice Chirurgii Ogólnej Naczyniowej
iTransplantacyjnej AM w Wwie. Informacja z badania histopatologicznego wycinka:
bardziej przemawia za przerzutem z płuc, mniej z dróg żółciowych. zwykle
pochodzi z płuc. Jednocześnie zalecono kontakt z Onkologią (Ursynów- Poradnia
Nowotworów Płuc).
Badania krwi /markery/ wykonane w centrum Onkologii wykazały podwyższony
stopień markera odpowiadającego przerzutowi z płuc. RTG płuc, gastroskopia,
kolonoskopia, tomografia nic nie wykazały. Opinia Onkologa: niestety, ognisko
jest tak małe, że nie da się go wykryć obecnymi metodami. Zalecono chemię
(wiosna b.r.) – podana została 3-krotnie. Ojciec przyjął chemię nad wyraz
dobrze: bez wymiotów, wypadania włosów itp. Po chemii wykonano badania /rtg-
kwiecień i czerwiec/ po których lekarz prowadzący stwierdził, że chemia
poskutkowała, markery w normie i kolejna kontrolna wizyta za rok.
W lipcu Tata poczuł się gorzej (osłabienie, pocenie, bóle w lewej stronie boku
pod żebrami.
Po wizycie u Internisty wykonano usg /początek października/. Z badaniem usg
do Endokrynologa, który zalecił wizytę u Onkologa /nic poza tym/. Na Ursynowie
Onkolog wykonał prześwietlenie płuc i badania krwi. W płucach nie widać żadnych
zmian, badania krwi: jeden marker, odpowiadający za płuca (CYFRA 21)
podwyższony. Opinia lekarza: niech lekarze na Banacha (W Klinice... ) ocenią,
czy guz na nadnerczach da się usunąć i czy ew. nie usunąć okolicznych
ewentualnych ognisk. Nie otrzymał żadnego skierowania. Więc poszedł po
skierowanie do Endokrynologa. Z tym skierowaniem poszedł do Kliniki Chirurgii
Ogólnej... , do Lekarza, który przeprowadził pierwszy zabieg. Lekarz
stwierdził, że usunięcie guza nie ma sensu, gdyż ,,zaraz pewnie będzie
następny”, a poza tym ,,skierowanie jest nie konkretne i musi być od Onkologa”.
Więc Tato zjawił się u Onkologa, który powiedział, że oczekiwał takiej
diagnozy, bo ,,faktycznie guz prawdopodobnie odrośnie (nie otrzymal
skierowania)”. Z jego strony możliwa i jedyna w tym przypadku jest mocniejsza
chemia, ale jedynie na jego własną odpowiedzialność. Podczas tej wizyty padło
hasło ,,bezpańskiego pacjenta” i ,,nielubianego przypadku”. Ojciec napomknął o
badaniach dodatkowych, może powtórzeniu tomografii: Lekarz pokręcił głową i
rzekł, że ,,obecnymi metodami nie da się wykryć ogniska.”
Więc spróbowaliśmy z innej beczki, czyli wizyta w przychodni na Płockiej w
Szpitalu Gruźlicy i Chorób Płuc.
Pani Doktor obejrzała rtg płuc (poprzednie i obecne), oraz całą historię
choroby. Stwierdziła, że płuca wyglądaja dobrze i że jej zdaniem pacjent
bardziej kwalifikuje się na Banacha (do Chirurgii Ogólnej Naczyniowej...) nie
zaś na Płocką, oraz że konieczne jest wykonanie badań. Ale niestety, nie w jej
szpitalu (Płocka), gdyż nie jest jej Bratem... zero skierowań, zero konkretów.

W tym miejscu utknęliśmy w ubiegłym tygodniu.

Szukam Lekarza, który przygarnie mojego Ojca (Wwa)

Gość portalu: Betty napisał(a):

> Dziękuję za odzew, postaram się opisać przypadek Taty tym razem bez emocji...
> Niestety, nie mam przy sobie dokumentacji ( poza tym nie potrafię odczytywać
> badań, a informacje od lekarzy są lakoniczne) więc opiszę w sposób
> łopatologiczny.
>
> W październiku zeszłego roku wykryto guza 7 cm na nadnerczu (usg).
> Endokrynolog /listopad-grudzień/ telefonicznie skierował Tatę na zabieg
> usunięcia guza do szpitala na Banacha w Klinice Chirurgii Ogólnej Naczyniowej
> iTransplantacyjnej AM w Wwie. Informacja z badania histopatologicznego
wycinka:
>
> bardziej przemawia za przerzutem z płuc, mniej z dróg żółciowych. zwykle
> pochodzi z płuc. Jednocześnie zalecono kontakt z Onkologią (Ursynów- Poradnia
> Nowotworów Płuc).
> Badania krwi /markery/ wykonane w centrum Onkologii wykazały podwyższony
> stopień markera odpowiadającego przerzutowi z płuc. RTG płuc, gastroskopia,
> kolonoskopia, tomografia nic nie wykazały. Opinia Onkologa: niestety, ognisko
> jest tak małe, że nie da się go wykryć obecnymi metodami. Zalecono chemię
> (wiosna b.r.) – podana została 3-krotnie. Ojciec przyjął chemię nad wyraz
>
> dobrze: bez wymiotów, wypadania włosów itp. Po chemii wykonano badania /rtg-
> kwiecień i czerwiec/ po których lekarz prowadzący stwierdził, że chemia
> poskutkowała, markery w normie i kolejna kontrolna wizyta za rok.
> W lipcu Tata poczuł się gorzej (osłabienie, pocenie, bóle w lewej stronie
boku
> pod żebrami.
> Po wizycie u Internisty wykonano usg /początek października/. Z badaniem usg
> do Endokrynologa, który zalecił wizytę u Onkologa /nic poza tym/. Na
Ursynowie
>
> Onkolog wykonał prześwietlenie płuc i badania krwi. W płucach nie widać
żadnych
>
> zmian, badania krwi: jeden marker, odpowiadający za płuca (CYFRA 21)
> podwyższony. Opinia lekarza: niech lekarze na Banacha (W Klinice... )
ocenią,
>
> czy guz na nadnerczach da się usunąć i czy ew. nie usunąć okolicznych
> ewentualnych ognisk. Nie otrzymał żadnego skierowania. Więc poszedł po
> skierowanie do Endokrynologa. Z tym skierowaniem poszedł do Kliniki Chirurgii
> Ogólnej... , do Lekarza, który przeprowadził pierwszy zabieg. Lekarz
> stwierdził, że usunięcie guza nie ma sensu, gdyż ,,zaraz pewnie będzie
> następny”, a poza tym ,,skierowanie jest nie konkretne i musi być od Onko
> loga”.
> Więc Tato zjawił się u Onkologa, który powiedział, że oczekiwał takiej
> diagnozy, bo ,,faktycznie guz prawdopodobnie odrośnie (nie otrzymal
> skierowania)”. Z jego strony możliwa i jedyna w tym przypadku jest mocnie
> jsza
> chemia, ale jedynie na jego własną odpowiedzialność. Podczas tej wizyty padło
> hasło ,,bezpańskiego pacjenta” i ,,nielubianego przypadku”. Ojciec
> napomknął o
> badaniach dodatkowych, może powtórzeniu tomografii: Lekarz pokręcił głową i
> rzekł, że ,,obecnymi metodami nie da się wykryć ogniska.”
> Więc spróbowaliśmy z innej beczki, czyli wizyta w przychodni na Płockiej w
> Szpitalu Gruźlicy i Chorób Płuc.
> Pani Doktor obejrzała rtg płuc (poprzednie i obecne), oraz całą historię
> choroby. Stwierdziła, że płuca wyglądaja dobrze i że jej zdaniem pacjent
> bardziej kwalifikuje się na Banacha (do Chirurgii Ogólnej Naczyniowej...)
nie
> zaś na Płocką, oraz że konieczne jest wykonanie badań. Ale niestety, nie w
jej
> szpitalu (Płocka), gdyż nie jest jej Bratem... zero skierowań, zero
konkretów.
>
> W tym miejscu utknęliśmy w ubiegłym tygodniu.

Czyli podsumowujac chory z nowotworem o nieznanej lokalizacji, po operacji
przerzutu do nadnercza , po leczeniu chemia, poczuł się źle... moim zdaniem
powinien nadal byc diagnozowany i to w dobrym oddziale internistycznym,
prawdopodbnie ma raka płuc- sam RTG pluc niewiele moze powiedziec czy chory ma
raka czy nie- tylko kilka osób wp Polsce moze bawic sie w wykluczanie guza na
podstawie RTG kl piersiowej, powinno sie wykoanac CT spiralne klatki
piersiowej z kontrastem - najlepiej to zrobic w ramach pobytu w Oddziale
Internistycznym...
Co do kwestii traktowania chorego jak bezpańskiego psa-
1. nigdy lekarzu nie masz gwarancji ze sam nie znajdziesz sie w podobnej
sytuacji- npl nie wybiera, i jesli potrafisz sobie wyobrazic siebie w sytuacji
czlowieka z nowotworem ktorego traktuje sie jak psa to moze zmienisz swoje
podejscie
2. tlumaczenie wszystkiego niedoskonaloscia systemu opieki zdrowtnej- jest
tylko dowodem miernoty bo albo sie jest lekarzem w pełnym formacie albo kiepska
jego imitacja ktora w realiach zachodnich skaznana byłaby na bankructwo z
powodu lawiny odszkodowan jakie musialaby plac za swoje bledy...

Szukam Lekarza, który przygarnie mojego Ojca (Wwa)

W miarę szczegółowo..
Dziękuję za odzew, postaram się opisac przypadek Taty tym razem bez emocji...
Niestety, nie mam przy sobie dokumentacji ( poza tym nie potrafię odczytywać
badań, a informacje od lekarzy są lakoniczne) więc opiszę w sposób
łopatologiczny.

W październiku zeszłego roku wykryto guza 7 cm na nadnerczu (usg).
Endokrynolog /listopad-grudzień/ telefonicznie skierował Tatę na zabieg
usunięcia guza do szpitala na Banacha w Klinice Chirurgii Ogólnej Naczyniowej
iTransplantacyjnej AM w Wwie. Informacja z badania histopatologicznego wycinka:
bardziej przemawia za przerzutem z płuc, mniej z dróg żółciowych. zwykle
pochodzi z płuc. Jednocześnie zalecono kontakt z Onkologią (Ursynów- Poradnia
Nowotworów Płuc).
Badania krwi /markery/ wykonane w centrum Onkologii wykazały podwyższony
stopień markera odpowiadającego przerzutowi z płuc. RTG płuc, gastroskopia,
kolonoskopia, tomografia nic nie wykazały. Opinia Onkologa: niestety, ognisko
jest tak małe, że nie da się go wykryć obecnymi metodami. Zalecono chemię
(wiosna b.r.) – podana została 3-krotnie. Ojciec przyjął chemię nad wyraz
dobrze: bez wymiotów, wypadania włosów itp. Po chemii wykonano badania /rtg-
kwiecień i czerwiec/ po których lekarz prowadzący stwierdził, że chemia
poskutkowała, markery w normie i kolejna kontrolna wizyta za rok.
W lipcu Tata poczuł się gorzej (osłabienie, pocenie, bóle w lewej stronie boku
pod żebrami.
Po wizycie u Internisty wykonano usg /początek października/. Z badaniem usg
do Endokrynologa, który zalecił wizytę u Onkologa /nic poza tym/. Na Ursynowie
Onkolog wykonał prześwietlenie płuc i badania krwi. W płucach nie widać żadnych
zmian, badania krwi: jeden marker, odpowiadający za płuca (CYFRA 21)
podwyższony. Opinia lekarza: niech lekarze na Banacha (W Klinice... ) ocenią,
czy guz na nadnerczach da się usunąć i czy ew. nie usunąć okolicznych
ewentualnych ognisk. Nie otrzymał żadnego skierowania. Więc poszedł po
skierowanie do Endokrynologa. Z tym skierowaniem poszedł do Kliniki Chirurgii
Ogólnej... , do Lekarza, który przeprowadził pierwszy zabieg. Lekarz
stwierdził, że usunięcie guza nie ma sensu, gdyż ,,zaraz pewnie będzie
następny”, a poza tym ,,skierowanie jest nie konkretne i musi być od Onkologa”.
Więc Tato zjawił się u Onkologa, który powiedział, że oczekiwał takiej
diagnozy, bo ,,faktycznie guz prawdopodobnie odrośnie (nie otrzymal
skierowania)”. Z jego strony możliwa i jedyna w tym przypadku jest mocniejsza
chemia, ale jedynie na jego własną odpowiedzialność. Podczas tej wizyty padło
hasło ,,bezpańskiego pacjenta” i ,,nielubianego przypadku”. Ojciec napomknął o
badaniach dodatkowych, może powtórzeniu tomografii: Lekarz pokręcił głową i
rzekł, że ,,obecnymi metodami nie da się wykryć ogniska.”
Więc spróbowaliśmy z innej beczki, czyli wizyta w przychodni na Płockiej w
Szpitalu Gruźlicy i Chorób Płuc.
Pani Doktor obejrzała rtg płuc (poprzednie i obecne), oraz całą historię
choroby. Stwierdziła, że płuca wyglądaja dobrze i że jej zdaniem pacjent
bardziej kwalifikuje się na Banacha (do Chirurgii Ogólnej Naczyniowej...) nie
zaś na Płocką, oraz że konieczne jest wykonanie badań. Ale niestety, nie w jej
szpitalu (Płocka), gdyż nie jest jej Bratem... zero skierowań, zero konkretów.

W tym miejscu utknęliśmy w ubiegłym tygodniu.
Ojciec chce znowu wrócić do punktu wyjścia, czyli internisty...

Paciorkowce-streptococcus pneumonie

Paciorkowce-streptococcus pneumonie
Witam wszystkich,pozwolilam sobie zalozyc nowy watek moze dowiem sie
cos nowego o tym paskudztwie.
1,5 msc,temu robilam Frankowi badania zywej kropli krwi,u takiej
pani Dr.biolog.Ta pani ogaldala jego krew pod mikroskopem
(powiekszenie10.000).Niestety na poczatku nie potrafilam otworzyc
wszystkich zdjec i video)po tygodniu przyslala mi je jeszcze raz.
Nie dawalo mi to wszystko spokoju,bo z Frankiem zaczelo sie cos
niedobrego dziac,dlatego odstawilam mu antybiotyki.Z dnia na dzien
byl coraz slabszy,bylo to krotko przed pojsciem do szpitala.Zaczelam
dokladnie ogladac te zdjecia krwi,i szukac w internecie
odpowiedzi,zadawalam sobie pytanie co to za kuleczki i lancuszki na
czerwonych plytkach krwi. Doszlam do wniosku ze to paciorkowiec.
Normalnie powinien miec temperature i zapalenie pluc:
Ma i mial wysypke na plecach,wypadanie wlosow,i paznokcie u rak i
stop przebarwily sie na kolor od gory bialo-niebieski i od koncowki
paznokcia tak jakby sie odklejaly ale nie byly odklejone- za to
mocno czerwone.Z nosa wydzielina w kolorze rdzy i ciemnego
brazu...Ciagle pokaslywanie,wygladalo jak super lekkie
przeziebienie.Pojechalam do apteki kupilam rurki,kazalam napluc i
zawozlam do laboru.Wynik streptococcus pneumonie, w poteznych
ilosciach,dzwonie do lekarza a on do mnie ze maz powinien miec
zapalenie pluc,ale o dziwo on nie ma zapalenia pluc.Wczeniej badalam
paznokcie na grzyba ,chodowali 2 tyg i nic nie znalezli.W szpitalu
mowie barankom o tym ,oni robia mu przeswietlenie pluc,wszystko ok.
Szukam dalej....dzwonie do profesora Welte jest dyrektorem oddzialu
plucnego w tym samym szpitalu gdzie jest Frank.Czytalam jego
artykuly w necie.On bardo mily gosciu mowi mi ze moze byc bez
objawow,ze to zadkosc ale sie zdarza ze to tak zwana cicha
pneumonia.Wystepuje gdy paciorkowiec przedostanie sie bezposrednio
do krwi.I podstawowym objawem jest fakt ze czlowiek ma coraz slabszy
system odpornoscowy,brazowe "kuzki" w nosie i te paznokcie...kaze mi
zawiesc Franka na inne pietro na jego oddzial i pogadac o tym z jego
pania doktor wyzszej rangi na oddziale.Idziemy tam nastepnego
dnia,ona mowi ze nigdy o tym nie slyszala ze profesor interesuje sie
tematyka wirusow juz od lat.Mowi ze musi zajrzec do internetu co jej
szef tam wypisuje.Baba miala ok.60 lat,i w sumie mnie wysmiala,byla
po profesorze najwazniejszym lekarzem.Rachunek za konsultacje
dostaniemy do domu na bank.Ale na koncu dodala ze mam o tym pogadac
z samym profesorem.Jest to ponoc jedna z najlepszych klinik w
polnocnej czesci niemiec mazywa sie Medizinische Hochschule
Hannover.Tylko rozlozyc rece.Dodam jeszcze ze jest tu w Hanowerze
specjalna klinika chorob skornych,w zwiazku z tymi paznokciami
sprowadzili specjalnie do Franka(prywatny pacjent )) jakiegos
profesora z tej kliniki,ktory nie wiedzial skad to sie tak
porobilo,zrobil nam w pokoju pol godzinny wyklad na temat swojego
zycia,palenia papierosow,po czym przepisal masc na grzybice i plyn
na wypadanie wlosow.Ryczelismy ze smiechu,powiedzialam do Franka,ze
taka dostanie diagnoze koncowa!Wszysko notuje wszystkie nazwiska
obiecuje ze wystapie kiedys w telewizji,zeby to wszystko
opowiedziec.
Od poniedzialku podaje mu doxy zaczelam od 200mg,dzis juz 400mg,po
dwoch dniach wyskoczyly mu na wewnetrznej stronie dloni takie
malutkie kropeczki jak potowki,lekarz domowy powiedzial ze to
reakcja skory na toksyny po zabitych paciorkowcach lub innych,na
innych czesciach ciala nie ma tej wysypki,moze pojedyncze na
szyji,ale w tych miejscach sie poci.

Prosze o komentarze i wasze opinie,szczegulnie lekarzy na forum
Pozdrawiam Kaska

zachłystowe zapalenie płuc z finałem na OIOMie

zachłystowe zapalenie płuc z finałem na OIOMie
Witam wszystkich
Nie jestem lekarzem, potrzebuję pomocy dla znajomej.
Potrzebuję pomocy w zdiagnozowaniu i leczeniu. Może ktoś się spotkał z takim przypadkiem i wie gdzie to można

skutecznie leczyć.
Objawy: po każdych wymiotach lub zakrztuszeniu następuje utrata przytomności włacznie z koniecznością ratowania

życia na OIOMie.
Poniżej przedstawiam historię choroby i diagnostyki
Pacjentka lat 29 hospitalizowana pięciokrotnie w latach 2007 - 2009 na Oddziale Intensywnaj Opieki Medycznej z

powodu zespołu Mendelsona z towarzyszącąniewydolnościąoddechową.
W wywiadzie częste infekcje układu oddechowego w dzieciństwie, 1 raz zapalenie płuc, od 20 rż. nadciśnienie tętnice

leczone Enerealem. Jedna ciąża fizjologiczna zakończona porodem naturalnym, wciąży nie obserwowano nadciśnienia.
W marcu 2007 po raz ppierwszy hospitalizowana w OIOM z powodu zespołu Mendelsona, rozpoznano równieżprzełom

nadciśnieniowy, ostre zapalenie trzustki. Leczona lekami hypotensyjnymi.
We wrześniu 2007 pomownie OIOM z powodu zachłystowego zapalenia płuc i ponownie rozpoznano przełom nadciśnieniowy.
W październiku 2007 hospitalizacja w Klinice chorób Wewnętrznych i Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii AM w

Warszawie, gdzie wykluczono nadciśnienie tętnicze. Wypisana z rozpoznaniem - "Obserwacja w kierunku guza

chrommochłonnego i nadciśnienia tętniczego negatywna. Stan po 2 x zachłystowym zapaleniu płuc w przebiegu migreny.

Wole guzkowe w okresie eutyerozy". W czasie pobytu w klinice wykluczono również porfirię, wykonano badania

dopplerowskie tętnic odłogowych, EEGg, angiotomografięgłowy, GIF, odbyły się konsultacje laryngologicza,

neurologiczna, psychologiczna, gastrologiczna.
Po wypisaniu z kliniki pozostawała pod opiekąporadni przeciwmigrenowej w Warszawie.
W czerwcu i wrześniu 2008 ponowne hospitalizacje w OIOM z powodu zespołu Mendelsona i ostrej niewydolności

oddechowej.
Po kolejnym incydencie jesienią 2008 pacjentka trafiła do Kliniki Neurologii we Wrocławiu, gdzie wykonano szereg

specjalistycznych badań oraz utrzymano rozpoznanie migrenowe bóle głowy i nawracające zachłystowe zapalenie płuc.
W listopadzie 2008 hospitalizacja w Klinice Gastroenterologii we Wrocławiu gdzie wykonano diagnostykę górnego

odcinka przewodu pokarmowego, szczególnie pod kątem refluksu żołądkowo - przełykowego (GIF, pH-metria, manometria,

rtg przewodu pokarmowego). Stwierdzono cechy refluksu nocnego, obniżenie ciśnienia dolnego zwieracza przełyku.

Zalecono IPP i Spasmophen.
W lutym 2009 hospitalizacja w Klinice Neurologii gdzie wykonano EMG-próby tężyczkowe - ischemiczną i

hiperwentylacyjną (obie ujemne) oraz EMG - badanie układu autonomicznego (stwierdzono znacznąprzewagę układu

przywspółczulnego).
Na podstawie wielokierunkowych specjalistycznych badań w ośrodkach klinicznych postawiono ostatecznądiagnozę -

"Migrena dysrytmiczna, refluks żołądkowo przełykowy, wole guzkowate w okresie eutyreozy, nawracające zachłystowe

zapalenie płuc w przebiegu zaburzeń układu autonomicznego".
Otrzymuje na stałe leki Depakine chrono 2x600mg, Controloc 2x40mg, Spasmophen 2x1mg.

MIMO TEGO LECZENIA JUŻ DWA RAZY W 2009 ROKU BYŁA HOSPITALIZOWANA NA OIOMIE z powodu zespołu Mendelsona z ostrą

niewydolnością oddechową.

PROSZĘ O POMOC
Co jeszcze można zrobićaby uchronić jąprzed kolejnymi incydentami?
Czy jest w Polsce lub za granicą ośrodek który może jej pomóc?

W planach leczenia jest aktualnie diagnostyka śródpiersia

Jeżeli spotkał się ktoś z Państawa z podobnym przypadkiem i wie gdzie i w jaki sposób to skutecznie leczyć proszę o

pomoc.

Mali w tej sprawie to mendelsoneska@onet.pl

Z poważaniem
Tomasz

_____________Awuk jeteś dr z >> IQ!_______________

______________dr Awuk i dr Pic co powiecie na to?_
"Prawdopodobnie od jednego z tych pacjentów zaraziły się grypą dwie
osoby z personelu słupskiego szpitala. U lekarza i pielęgniarki,
którzy opiekowali się 30-latkiem, wystąpiły objawy charakterystyczne
dla tej bardzo zakaźnej choroby. Jak do tej pory są one łagodne.
Pracownicy szpitala w Słupsku są jednak zaniepokojeni. Do tej pory
nikt ich nawet nie zapytał, czy chcieliby się zaszczepić przeciw
grypie pandemicznej.

- Szczyt zachorowań przed nami i nie jest to dla nas, ekspertów
zaskoczenie - podkreśla dr med. Paweł Grzesiowski, dyrektor
Narodowego Instytutu Zdrowia i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa
Wakcynologii. - A zachorowania personelu medycznego to bardzo
poważna sprawa - jak zabraknie pielęgniarek i lekarzy, to kto będzie
leczył chorych? Według dr. Grzesiowskiego, na niektórych oddziałach
w szpitalach na terenie kraju już brakuje personelu. Co robić? - Na
to pytanie nie znam odpowiedzi - przyznaje dr Grzesiowski. Personel
medyczny nie ma szansy się zaszczepić przeciw nowej grypie, bo
Ministerstwo Zdrowia wciąż nie podjęło decyzji o zakupie szczepionki.

Od piątku kłopot ma też gdański szpital zakaźny. Zepsuł się
przewoźny aparat rentgenowski, który wstawiono do izby przyjęć, by
lekarze szybko mogli wykluczyć wirusowe zapalenie płuc. Zdaniem
prof. Tomasza Smiatacza, szefa Kliniki Chorób Zakaźnych GUM-ed - to
najgorzej rokujące powikłanie grypy A/H1N1.

Dyrektor Ewa Bonk-Woźniakiewicz ma nadzieję, że awarię uda się
szybko usunąć (przewoźny aparat ma zaledwie kilka lat), na razie
jednak osoby zgłaszające się do izby przyjęć "prześwietlane" są na
dużym rentgenie, który choć sypie się ze starości, robi dobre
zdjęcia.

Robią, co mogą
W budynku Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdyni
zasłabł wczoraj jeden ze strażaków. Zdezynfekowano cały budynek.
Strażak czuł się źle już w chwili przyjścia do pracy. Gdy stracił
przytomność, natychmiast przewieziono go do Szpitala Miejskiego w
Gdyni. Lekarze sprawdzają, czy nie jest zakażony wirusem grypy. Dla
odmiany słupska Scania, w której na grypę choruje coraz więcej
pracowników, wprowadziła szczególne zasady profilaktyki. Na terenie
zakładu zamontowano specjalne pojemniki do dezynfekcji rąk płynem
antybakteryjnym. Innymi środkami antybakteryjnymi przecierane są
klamki, kontakty i poręcze, czyli miejsca, które lubią one
najbardziej. Grypę powodują jednak wirusy.

Mutuje już nie po raz pierwszy
W Norwegii i w Stanach Zjednoczonych wykryto mutację wirusa A/H1N1.
Norweska odmiana wykazuje cechy większej zjadliwości, mutacja
amerykańska (wykryta w Kalifornii) - odporność na Tamiflu.
Epidemiolodzy uspokajają - zmutowany wirus nadal jest wrażliwy na
drugi lek przeciwwirusowy - Relenzę, a także na szczepionkę przeciw
A/H1N1. Oseltamivir (Tamiflu jest jego nazwą handlową ) to w Polsce
lek numer jeden na grypę pandemiczną. Drugi antywirusowy preparat -
Relenza ( Zanamivir) jest w naszym kraju dopuszczony do obrotu, ale
jak na razie nie ma danych o jego stosowaniu w polskim lecznictwie.
Tak więc inny rodzaj broni przeciw grypie pandemicznej mamy jeszcze
w zanadrzu, a fakt, że wirus mutuje nie jest niczym nadzwyczajnym.
Do tej pory stwierdzono na świecie 21 szczepów wirusa grypy A/H1N1,
które są odporne na Tamiflu. Nie są to jednak mutacje "głębokie".
Jak twierdzi dr hab. med. Piotr Trzonkowski z Zakładu Immunologii
Klinicznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego - naukowcy śledzą
genetyczną budowę wirusa, na szczęście nie zaobserwowali w niej
sekwencji wirusa "hiszpanki". Pandemia "hiszpanki" miała miejsce w
latach 1918-1919 r. Wywołana wirusem H1N1, a więc tym samym co
świńska grypa, zabiła od 50 do 100 milionów ludzi na całym świecie.
Co do Tamiflu - większość lekarzy uważa, że lekiem tym nie należy
leczyć każdego chorego z objawami grypy, a tylko osoby z grupy
ryzyka. Obecności wirusa świńskiej grypy nie trzeba potwierdzać, bo
w Polsce wyraźnie dominuje teraz A/H1N1, choć wirus A/H3N2,
odpowiedzialny za grypę sezonową, może się w Polsce pojawić za
miesiąc, dwa. Do grupy ryzyka zaliczane są kobiety w ciąży (ryzyko
zgonu z powodu powikłań grypy A/H1N1 jest u ciężarnych cztery razy
większe), chorzy na astmę, inne choroby układu oddechowego lub inne
schorzenia przewlekłe (choroba przewlekła to każda, na którą pacjent
przyjmuje leki przez przynajmniej trzy miesiące). Zdaniem lekarzy,
Tamiflu powinni otrzymać również pacjenci z grypą, których stan
zdrowia nie poprawia się na 3-4 dobę.

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz - Dziennik Bałtycki

Pomoc-zachłystowe zapalenie płuc z finałem na OIOM

Pomoc-zachłystowe zapalenie płuc z finałem na OIOM
Witam wszystkich
Nie jestem lekarzem, potrzebuję pomocy dla znajomej.
Potrzebuję pomocy w zdiagnozowaniu i leczeniu. Może ktoś się spotkał z takim
przypadkiem i wie gdzie to można

skutecznie leczyć.
Objawy: po każdych wymiotach lub zakrztuszeniu następuje utrata przytomności
włacznie z koniecznością ratowania

życia na OIOMie.
Poniżej przedstawiam historię choroby i diagnostyki
Pacjentka lat 29 hospitalizowana pięciokrotnie w latach 2007 - 2009 na
Oddziale Intensywnaj Opieki Medycznej z

powodu zespołu Mendelsona z towarzyszącąniewydolnościąoddechową.
W wywiadzie częste infekcje układu oddechowego w dzieciństwie, 1 raz zapalenie
płuc, od 20 rż. nadciśnienie tętnice

leczone Enerealem. Jedna ciąża fizjologiczna zakończona porodem naturalnym,
wciąży nie obserwowano nadciśnienia.
W marcu 2007 po raz ppierwszy hospitalizowana w OIOM z powodu zespołu
Mendelsona, rozpoznano równieżprzełom

nadciśnieniowy, ostre zapalenie trzustki. Leczona lekami hypotensyjnymi.
We wrześniu 2007 pomownie OIOM z powodu zachłystowego zapalenia płuc i
ponownie rozpoznano przełom nadciśnieniowy.
W październiku 2007 hospitalizacja w Klinice chorób Wewnętrznych i
Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii AM w

Warszawie, gdzie wykluczono nadciśnienie tętnicze. Wypisana z rozpoznaniem -
"Obserwacja w kierunku guza

chrommochłonnego i nadciśnienia tętniczego negatywna. Stan po 2 x zachłystowym
zapaleniu płuc w przebiegu migreny.

Wole guzkowe w okresie eutyerozy". W czasie pobytu w klinice wykluczono
również porfirię, wykonano badania

dopplerowskie tętnic odłogowych, EEGg, angiotomografięgłowy, GIF, odbyły się
konsultacje laryngologicza,

neurologiczna, psychologiczna, gastrologiczna.
Po wypisaniu z kliniki pozostawała pod opiekąporadni przeciwmigrenowej w
Warszawie.
W czerwcu i wrześniu 2008 ponowne hospitalizacje w OIOM z powodu zespołu
Mendelsona i ostrej niewydolności

oddechowej.
Po kolejnym incydencie jesienią 2008 pacjentka trafiła do Kliniki Neurologii
we Wrocławiu, gdzie wykonano szereg

specjalistycznych badań oraz utrzymano rozpoznanie migrenowe bóle głowy i
nawracające zachłystowe zapalenie płuc.
W listopadzie 2008 hospitalizacja w Klinice Gastroenterologii we Wrocławiu
gdzie wykonano diagnostykę górnego

odcinka przewodu pokarmowego, szczególnie pod kątem refluksu żołądkowo -
przełykowego (GIF, pH-metria, manometria,

rtg przewodu pokarmowego). Stwierdzono cechy refluksu nocnego, obniżenie
ciśnienia dolnego zwieracza przełyku.

Zalecono IPP i Spasmophen.
W lutym 2009 hospitalizacja w Klinice Neurologii gdzie wykonano EMG-próby
tężyczkowe - ischemiczną i

hiperwentylacyjną (obie ujemne) oraz EMG - badanie układu autonomicznego
(stwierdzono znacznąprzewagę układu

przywspółczulnego).
Na podstawie wielokierunkowych specjalistycznych badań w ośrodkach klinicznych
postawiono ostatecznądiagnozę -

"Migrena dysrytmiczna, refluks żołądkowo przełykowy, wole guzkowate w okresie
eutyreozy, nawracające zachłystowe

zapalenie płuc w przebiegu zaburzeń układu autonomicznego".
Otrzymuje na stałe leki Depakine chrono 2x600mg, Controloc 2x40mg, Spasmophen
2x1mg.

MIMO TEGO LECZENIA JUŻ DWA RAZY W 2009 ROKU BYŁA HOSPITALIZOWANA NA OIOMIE z
powodu zespołu Mendelsona z ostrą

niewydolnością oddechową.

PROSZĘ O POMOC
Co jeszcze można zrobićaby uchronić jąprzed kolejnymi incydentami?
Czy jest w Polsce lub za granicą ośrodek który może jej pomóc?

W planach leczenia jest aktualnie diagnostyka śródpiersia

Jeżeli spotkał się ktoś z Państawa z podobnym przypadkiem i wie gdzie i w jaki
sposób to skutecznie leczyć proszę o

pomoc.

Mali w tej sprawie to mendelsoneska@onet.pl

Z poważaniem
Tomasz

Pomoc dla Centrów Onkologii

Głosisz półprawdę.
Pieniądze sie nie zmarnują,
mogą/mają je dostać m.in.
akademie medyczne
oraz instytuty onkologii
(W-wa Ursynów, Gliwice).
W akademiach medycznych
odbywa się większość
procedur onkologicznych,
zwłaszcza chirurgicznych
i one nadają ton postepowi
w medycynie, w tym atkże onkologii...

LUBLIN: NIE BĘDZIE MONOPOLU W LECZENIU CHORYCH NA NOWOTWORY

Akademia Medyczna w Lublinie będzie rozwijać swój ośrodek onkologiczny. W
szpitalu klinicznym nr 4 przy ul. Jaczewskiego jeszcze w tym roku ma zostać
uruchomiona Klinika Chemioterapii, a w przyszłości intensywny rozwój czeka
pozostałe jednostki kliniczne, które już teraz zajmują się leczeniem chorych na
raka.

– Nie ma innego wyjścia – mówi rektor lubelskiej uczelni medycznej prof.
Andrzej Książek. – Onkologia musi być rozwijana także przy ośrodkach
akademickich, bo istnieje ogromne zagrożenie chorobami nowotworowymi polskiego
społeczeństwa. Monopol w leczeniu chorych na raka, jak każdy inny monopol, nie
służy pacjentom.
Władze Akademii Medycznej w ten sposób odniosły się do decyzji Ministerstwa
Rozwoju Regionalnego, które uważa, że ogromne, bo wynoszące ok. 350 mln euro,
środki unijne z programu operacyjnego Ochrona i Infrastruktura przeznaczone na
ochronę zdrowia powinny trafić do akademickich placówek zdrowotnych o
ponadregionalnym zasięgu. O ten zapis od kilku dni toczy się wielka batalia, bo
oznacza on, że z pieniędzy z tego programu nie będzie można sfinansować rozwoju
regionalnych centrów onkologii w Polsce, w tym także Centrum Onkologii Ziemi
Lubelskiej. COZL za ok. 100 mln zł z tego programu chciało wybudować bunkry do
naświetlań chorych na raka.
– Nie walczyliśmy o wykluczenie regionalnych placówek onkologicznych z
programu. Takie zarzuty formułowane pod adresem AM w Lublinie są nieuczciwe. W
Polsce jest tak wiele do nadrobienia, jeśli chodzi o leczenie chorób
nowotworowych, że nie można w tej sprawie pomijać ośrodków akademickich. Ale w
tym systemie jest też miejsce na centra onkologii, takie jak w Lublinie i
mające powstać w Zamościu – uważają władze lokalnej AM.
Rzecznik prasowy akademii w Lublinie dr med. Włodzimierz Matysiak przypomina,
że uczelnia onkologii nie będzie rozwijać od podstaw. – Białaczki u dzieci i
dorosłych od lat leczą akademickie kliniki. Pacjenci z guzami mózgu z całej
Polski przyjeżdżają do Lublina do kliniki neurochirurgii. Jednostki AM od lat
zajmują się leczeniem nowotworów jelita grubego, pęcherza, nerki, krtani czy
płuc. Na rozwoju akademickiego ośrodka onkologicznego chorzy mogą zyskać, a nie
stracić – zaznacza.
Chorzy rzeczywiście mogą zys-kać, nawet podwójnie. Andrzej Olborski,
wicemarszałek województwa uważa, że sprawa kryteriów podziału unijnych
pieniędzy nie jest jeszcze przesądzona i wierzą, że uda się otrzymać z nich
dofinansowanie na budowę bunkrów i powstanie ośrodka onkologicznego w
Zamościu. – Liczymy, że uda się zmienić zapis i nawet nie chcemy dzisiaj
przewidywać, jeśli ministerstwa nie uda się przekonać – dodaje. BK, DUN
Kurier Lubelski

"DOBRODZIEJSTWO" SZCZEPIONEK

Wklejam, bo zniknie w czeluściach internetu

Przez ostatnie lata niepotrzebnie kilkakrotnie szczepiono dzieci przeciwko
gruźlicy. Okazało się, że obawiano się reakcji rodziców, a korzystały na tym
firmy farmaceutyczne

Antoni właśnie skończył siedem lat. Jego mama już kilka miesięcy temu dostała
wezwanie do przychodni - chłopiec miał dostać trzecią dawkę szczepionki BCG,
która zapobiega gruźlicy. - Rana po szczepieniu czasem bardzo długo się goi i
nie można jej moczyć w wodzie, a Antoś uwielbia kąpiele, więc zwlekałam -
tłumaczy kobieta. - Teraz, gdy zadzwoniłam do przychodni na poznańskich
Winogradach, dowiedziałam się, że w nowym kalendarzu szczepień gruźlicy już nie
ma.

Skuteczność na 50 procent

Do tej pory dzieci były szczepione przeciwko gruźlicy dwu-, trzy lub nawet
czterokrotnie (zaraz po urodzeniu, w 12. miesiącu, w siódmym i 12. roku życia).
Rezygnacja z drugiej, trzeciej i czwartej dawki szczepienia BCG to
najważniejsza zmiana w nowym kalendarzu szczepień. Czym podyktowana? Okazało
się, że nie ma żadnych dowodów, by kolejne dawki szczepionki zwiększały
odporność na gruźlicę ponad to, co daje pierwsza dawka.

- Przyjmuje się, że w przypadku gruźlicy płucnej skuteczność szczepionki wynosi
50 proc., a w przypadku gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych - od 70
do 95 proc. Dla porównania: skuteczność szczepionek przeciwko innym chorobom
zakaźnym przekracza 95 proc. - tłumaczy Ireneusz Szczuka, kierownik Zakładu
Epidemiologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie. Dodaje, że ani w
USA, ani w Holandii szczepionki - poza pierwszą dawką - nigdy nie były podawane
rutynowo.

Teraz polskie dzieci szczepione będą tylko raz, w pierwszej dobie życia. Ta
dawka ma zapobiegać zachorowaniu przede wszystkim na gruźlicze zapalenie opon
mózgowych i mózgu, a nie na gruźlicę płuc.

Nie wywołać paniki

Jak się dowiedzieliśmy, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) rekomendowała tę
zmianę już w 2001 r., jednak do tej pory z powtórnych szczepień BCG nie
zrezygnowały tylko niektóre kraje byłego Związku Radzieckiego - Kazachstan czy
Uzbekistan. Dlaczego też w Polsce tak długo zwlekano? - Były obawy o reakcje
społeczne - twierdzi prof. Ewa Bernatowska, członek Światowego Komitetu
Doradczego ds. Bezpieczeństwa Szczepień WHO. Jej słowa potwierdza Szczuka. -
Środowisko pediatryczne opierało się. Obawiano się oskarżeń o próby robienia
oszczędności na dzieciach - tłumaczy.

Anna Malinowska, rzecznik głównego inspektora sanitarnego odpowiedzialnego za
kalendarz szczepień, dodaje: - Chodziło o to, by nie wywoływać paniki wśród
rodziców. Poza tym musieliśmy tę zmianę uzgodnić z Radą Sanitarno-
Epidemiologiczną i krajowymi konsultantami.

Takimi wyjaśnieniami oburzeni są rodzice szczepionych dzieci. - Niepotrzebnie
je kłuto - denerwuje się mama siedmioletniego Grzesia, któremu rana po
szczepieniu przeciwko gruźlicy goiła się przez kilka miesięcy.

- Nie zauważyłem, żeby matki szczególnie niepokoiły się mniejszą liczbą
szczepień - mówi Tadeusz Grześkowiak z przychodni Fortis na ul. Filipińskiej w
Poznaniu.

A firmy lobbowały

Ale nie tylko względy społeczne opóźniły wycofanie szczepionki. Zdaniem Anny
Malinowskiej wpływ na to miał również lobbing firm farmaceutycznych, które
produkują i sprzedają szczepionki BCG oraz tuberkulinę (substancję
wykorzystywaną do sprawdzania odporności na gruźlicę). Potwierdził to nam
wieloletni pracownik Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, który prosił o
niepodawanie nazwiska.

Był jeszcze jeden argument za kilkakrotnym podawaniem szczepionki przeciwko
gruźlicy. - W centralnym magazynie były duże zapasy preparatu BCG. Szkoda było
je wyrzucić, tym bardziej że musielibyśmy jeszcze ponieść koszty ich
utylizacji - mówi Malinowska.

Tej informacji nie potwierdza jednak Ministerstwo Zdrowia. - Ponad 9 mln zł
wydano na szczepionki w latach 2001-2005. W ubiegłym roku - 2,4 mln zł, a w
tym - 800 tys. - informuje Paweł Trzciński, rzecznik MZ. Dodatkowo w latach
2001-2005 na tuberkulinę poszło ponad 10 mln zł.

Coraz mniej gruźlicy

Czy zmiana częstotliwości szczepień oznacza, że gruźlica przestała być w Polsce
problemem? - Obserwujemy ciągłą tendencję spadkową, ale i tak zachorowalność na
chorobę jest u nas dwukrotnie większa niż np. w Niemczech. Szacuje się, że w
skali kraju mamy 24-25 zachorowań rocznie na każde 100 tys. mieszkańców.
Najlepsza sytuacja jest w Wielkopolsce - ok. 14 na 100 tys. mieszkańców - mówi
Szczepan Cofta, pulmunolog i lekarz naczelny poznańskiej kliniki przy ul.
Długiej.

Prof. Andrzej Zieliński, konsultant krajowy ds. epidemiologii: - Stosunkowo
niewysoka zachorowalność nie oznacza, że gruźlica przestała być groźna, ale z
epidemiologicznego punktu widzenia wystarczy profilaktyka i odpowiednie
leczenie, kilkukrotne szczepienia nie są konieczne.

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

Onkolodzy: Chłoniak jest groźny, bo mało znany
15 września - Światowy Dzień Wiedzy o Chłoniakach
Objawy chłoniaka są mało charakterystyczne, a poziom wiedzy na jego temat -
niski. Dlatego wiele osób dowiaduje się, że ma nowotwór zbyt późno, aby można
je było uratować - alarmują onkolodzy. Jak informuje kierownik Kliniki
Nowotworów Układu Chłonnego Centrum Onkologii w Warszawie dr Janusz Meder,
chłoniaki to grupa nowotworów występujących coraz częściej; w Polsce rejestruje
się co roku 6 tys. nowych zachorowań.

Niestety, jak podkreśla onkolog, objawy chłoniaka mogą przypominać objawy
innych, mniej groźnych chorób: to powiększone węzły chłonne, zmęczenie i
duszności po wysiłku, utrata wagi. "Może wystąpić podwyższona temperatura
ciała, obfite pocenie się, zwłaszcza w nocy, swędzenie skóry" - tłumaczy Meder.
Dlatego zanim rozpoznany zostanie nowotwór, wielu pacjentów leczonych jest na
infekcje. Specjalista podkreśla, że jeżeli takie objawy utrzymują się przez
dwa, trzy tygodnie, a antybiotyki nie pomagają, pacjent sam powinien zgłosić
się do onkologa.

"Aby zweryfikować podejrzenie chłoniaka, trzeba wykonać rentgen klatki
piersiowej i zbadać stan węzłów chłonnych w śródpiersiu. Potrzebna jest też
morfologia krwi i USG jamy brzusznej" - mówi Meder. Jak zaznacza, konieczne
jest indywidualne ustalenie strategii dalszych badań w specjalistycznym ośrodku
onkologicznym, których w kraju jest stosunkowo dużo.

"Tam już są odpowiednie standardy postępowania. Lekarze rozpoczynają stawianie
diagnozy od wycięcia węzła chłonnego i zbadania go, aby ustalić rodzaj
chłoniaka. Od tego zależy dalsze diagnozowanie i leczenie" - mówi lekarz.
Diagnoza powinna być postawiona jak najszybciej, a leczenie należy rozpocząć
natychmiast. Jak ostrzega onkolog, niektóre rodzaje chłoniaka, nie leczone,
mogą doprowadzić do śmierci chorego w ciągu kilku miesięcy.

Jak podkreśla prezes Stowarzyszenia Wspierającego Chorych na Chłoniaki "Sowie
Oczy" Paweł Moszumański, diagnoza chłoniaka nie jest wyrokiem. "To choroba,
przez którą można przejść i wyzdrowieć. Chcemy, żeby ludzie nie bali się badać,
nie lekceważyli niepokojących objawów" - tłumaczy.

Moszumański zdradza, że sam wygrał walkę z chłoniakiem. Zanim się dowiedział,
na co jest chory, wcale nie łączył swoich dolegliwości z ewentualnym nowotworem.

"Cieszyłem się, że chudnę. Żona zawsze mi powtarzała, że mam za dużo ciała.
Pociłem się w nocy, ale mnie to nie martwiło; bo była zima i mieszkanie mocno
ogrzewano. Swędzenie? To pewnie mydło. Wszystko można sobie wytłumaczyć" -
opowiada.

Kiedy jednak wystąpiły dodatkowe objawy - kaszel i gorączka - zgłosił się do
lekarza. Ten zaczął go leczyć na zapalenie górnych dróg oddechowych. Kuracja
nie skutkowała, ale przyczyny dalej nie można było odkryć. "Podejrzenie
chłoniaka pojawiło się dopiero kiedy zacząłem pluć krwią" - relacjonował
Moszumański.

Dlatego, jak mówi, założył stowarzyszenie, które działa od roku - wspiera
chorych na chłoniaki i prowadzi kampanie informacyjne mające na celu poprawę
stanu wiedzy społeczeństwa na temat tej choroby.

PAP - Nauka w Polsce, Urszula Jabłońska

źródło pochodzenia Nauka w Polsce
www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=14&news_id=12897&layout=12&forum_id=4941&page=text

Ciekawostki ze świata medycyny i nauki

Rak jelita grubego częściej atakuje mężczyzn
Zmiany przednowotworowe w jelicie grubym występują u mężczyzn prawie dwa razy
częściej niż u kobiet.
Wykazały to polskie badania, prowadzone w ramach programu badań
profilaktycznych - poinformowano na konferencji prasowej w Centrum Onkologii-
Instytutu (COI) im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Polscy naukowcy jako pierwsi na świecie realizują program, polegający na
kolonoskopowym badaniu przesiewowym tysięcy Polaków oraz na usystematyzowaniu i
opracowaniu wyników - poinformował prof. Marek Nowacki, dyrektor centrum.
Kolonoskopia jest metodą badania dolnego odcinka przewodu pokarmowego.
Umożliwia diagnozowanie różnych chorób jelita grubego, np. nowotworu
złośliwego. W trakcie kolonoskopii można też pobierać wycinki błony śluzowej
jelita grubego do badań i usuwać pojedyncze polipy.

Do tej pory uważano, że na raka jelita grubego choruje tyle samo kobiet, co
mężczyzn. Tymczasem Polacy udowodnili, że zmiany przednowotworowe w jelicie
grubym są u mężczyzn prawie dwa razy częstsze niż u kobiet - poinformował
kierujący projektem prof. Jarosław Reguła z Kliniki Gastroenterologii i
Hepatologii COI.

Oznacza to, że panowie powinni się badać wcześniej i częściej niż kobiety -
podkreślali naukowcy.

Badania przesiewowe pozwoliły wykryć raka jelita grubego u jednej osoby na
każde 130 przebadanych. Wyniki badania każą podejrzewać, że u wielu osób bez
objawów chorobowych rozwijają się groźne nieprawidłowości. Może je wykryć tylko
kolonoskopia.

Badania objęły ludzi po 50 roku życia, nie mających objawów choroby, spoza
grupy ryzyka. Według planów do końca 2006 r. liczba zbadanych przekroczy sto
tysięcy.

Zakrojony na dziesięć lat program, finansowany z budżetu państwa, ruszył w 2000
r. Obecnie uczestniczy w nim 85 ośrodków medycznych. Działania koordynuje
Klinika Gastroenterologii w CO w Warszawie.

Wyniki dotychczasowych prac prof. Reguła i jego współpracownicy opublikowali w
prestiżowym piśmie medycznym "New England Journal of Medicine" z początku
listopada. Zdaniem naukowców, dane te mogą prowadzić do istotnych zmian w
systemie profilaktyki raka jelita grubego na całym świecie.

Jak tłumaczyli na spotkaniu lekarze, rak jelita grubego powstaje z tzw. polipów
gruczolaków przez 7-12 lat. "Lata mijają, nim polip zezłośliwieje. Natura dała
nam taką szansę, trzeba z niej skorzystać" - powiedział prof. Eugeniusz Butruk.

"Wyraźne objawy raka jelita grubego pojawiają się dość późno. Niepokoić powinno
krwawienie z odbytu, zmiana rytmu wypróżnień, anemia i chudnięcie" - wyliczał
prof. Butruk.

Do czynników ryzyka raka jelita grubego należy wiek - powyżej 50- tki oraz
przypadki tej choroby w rodzinie. Jeśli chodzi o profilaktykę, to co 10 lat
kolonoskopię powinny powtarzać osoby, u których zmian rakowych nie wykryto,
oraz co 5 lat (od 40 roku życia) ludzie z grupy ryzyka - sugerował prof. Butruk.

Wśród populacji Europejczyków rak jelita grubego jest najczęstszym nowotworem -
co roku atakuje 324 tys. osób. W Polsce ustępuje jedynie rakowi płuc. Na każde
sto tysięcy Polaków co roku zapada na niego 30-35 tys. Mamy najgorszą w Europie
przeżywalność. Pięć lat z tą chorobą przeżywa tylko jedna czwarta chorych -
poinformował prof. Reguła.

Na spotkaniu lekarze zachęcali do badań przesiewowych, kiedy nie ma jeszcze
objawów mogących świadczyć o raku, ponieważ leczenie wcześnie wykrytego raka
jelita grubego ma 95-procentową skuteczność. Informacje, jak to zrobić, można
znaleźć na stronie www.coi.waw.pl oraz pod numerami telefonów: (22) 546-30-10 i
546- 30-80.

źródło pochodzenia Onet.pl
wiadomosci.onet.pl/1437749,16,1,0,120,686,item.html

Podkarpacie: protest lekarski

Wielka emigracja wrocławskich lekarzy

Do Wielkiej Brytanii, Irlandii i Szwecji wyjeżdżają już nie tylko lekarze świeżo
po studiach. Szpitale i pacjentów opuszczają najlepsi - świetnie wykształceni
specjaliści z dorobkiem zawodowym, w szczytowym momencie kariery

Przed tygodniem do Glasgow wyjechał prof. AM Maciej Bagłaj, ceniony 42-letni
chirurg z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej. - Wielka Brytania ma niewielu
specjalistów w mojej dziedzinie - opowiada. - Szukają polskich lekarzy. Jadę na
półroczny kontrakt.

Prof. Bagłaj zapewnia, że wróci, choć w Anglii zarobi dziesięciokrotnie więcej:
- Przyzwyczaiłem się do tego, że w Polsce za tę pracę słabo płacą. To nie
pieniądze skłoniły mnie do wyjazdu, ale możliwość pracy na sprzęcie, o którym tu
mogę tylko pomarzyć.

Jego szef prof. Jerzy Czernik nie dziwi się młodszym kolegom. - U nas po
trudnych studiach medycznych zarabia się tysiąc złotych. Co to za płaca? Państwo
traci, bo oddaje za granicę gotowy "produkt" - uważa prof. Czernik. Ale z jego
kliniki na stałe wyjechał tylko jeden chirurg, do Holandii. Większość polskich
lekarzy jednak nie wraca. W ciągu roku Dolnośląskie Centrum Chorób Płuc przy
Grabiszyńskiej straciło czterech lekarzy, a kliniki Akademii Medycznej kilkunastu.

- W ciągu dwóch lat wydaliśmy 900 zaświadczeń niezbędnych do pracy za granicą -
mówi dr Andrzej Wojnar, prezes Dolnośląskiej Izby Lekarskiej. - Wyjeżdżają
anestezjolodzy, chirurdzy i lekarze rodzinni. Jak tak dalej pójdzie, to szefowie
szpitali będą zmuszeni płacić specjalistom każde pieniądze.

Dr Maciej Majewski, torakochirurg, były zastępca szefa Kliniki Chirurgii Klatki
Piersiowej AM, od roku pracuje w Anglii i tak tłumaczy powody emigracji: -
Miałem tego wszystkiego dość, moja pensja zmniejszyła się o jedną trzecią.
Chciałem awansować, ale we Wrocławiu nie było na to szans.

Dziś pracuje jako konsultant (to rodzaj ordynatora oddziału) w szpitalu w
Nottingham: - Wygrałem konkurs . Zasady są przejrzyste - żadnych układów. Dla
mnie to wielki awans, bo w tutejszej służbie zdrowia to jedno z najważniejszych
stanowisk.

Agnieszka Wałecka, anestezjolog z II stopniem specjalizacji w Dolnośląskim
Centrum Chorób Płuc, od roku pracuje w Anglii. Właśnie awansowała, od maja
będzie zastępować konsultanta oddziału szpitala uniwersyteckiego w Londynie.
Najbardziej ceni sobie możliwość dokształcania: - Za szkolenia płacą pracodawcy.
Co roku dostaję 10 dni urlopu i 1200 funtów na kursy i fachową literaturę.

Podobne stanowisko w prestiżowym Szpitalu św. Tomasza w Londynie zajmuje dr
Krzysztof Magier, dawniej pediatra z Kliniki Nefrologii Pediatrycznej: - Teraz
dostaję 80 tys. funtów rocznie i wreszcie mam czas dla rodziny. Raczej nie
wrócę. Jestem niezależny i pracuję na własny sukces, a nie swojego przełożonego.

Komentują Agnieszka Czajkowska i Anna Skowron:

Nie dawajmy lekarzom ani grosza. Niech najlepsi i najbardziej przedsiębiorczy
wyjadą. Zostaną nam młodzicy świeżo po studiach i leciwi profesorowie, którzy
największe osiągnięcia mają za sobą.

Bogaci będą się leczyć w prywatnych klinikach albo za granicą. A reszta? Niech
sobie radzi. Jak nie będzie biednych, starych i chorych, to lekarze staną się
niepotrzebni. A my zaoszczędzimy.

Komentuje Mirosław Maciorowski

Nie oburzamy się, gdy za granicę wyjeżdżają polscy hydraulicy i murarze. Co
więcej, jesteśmy dumni, że doceniany jest polski fachowiec. Nie mamy nic
przeciwko temu, żeby w krajach Unii pracowali nasi inżynierowie i artyści.
Bulwersuje nas jednak, gdy większe pieniądze ściągają tam lekarzy. A to przecież
konsekwencja naszego otwarcia się na Europę, o które walczyliśmy przez wiele
lat. Czy groźna dla Polski? Wątpliwe. Polska służba zdrowia cierpi na wiele
chorób - niedofinansowanie, korupcję i środowiskowe układy, ale akurat to, że
nasi lekarze wyjeżdżają na Zachód, świadczy dobrze i o niej, i o Polsce

*****************

Ciekawy artykuł ukazujący stan obecny służby zdrowia - patrząć na nagłówki
portalu nasz rząd nie zajmuje się poprawieniem losów Polaków tylko obiecuje,
obiecuje i obiecuje...

To przykładowe tytułu newsów obecnie:
Nie będzie samorozwiązania Sejmu
Watykan interweniuje w sprawie Radia Maryja
Marcinkiewicz: rząd nie poda się do dymisji
Rzecznik rządu: jest wniosek o odwołanie Mecha
Prezydent chce ułaskawić Brylińskiego
Prezydent Kaczyński z wizytą w Bagdadzie
W piątek ogólnopolski protest służby zdrowia

Czy jest ktoś z Francji?

Gość portalu: Milene napisał(a):

> Najtis,
> Sadzac po tonie twojej wypowiedzi masz najwyrazniej jakis problem z Francja i
> chyba z sama (samym ?) soba.
*******Nie kochana,problemu z Francja nie mam, mieszkam w swoim,w sumie bardzo
obszernym domu i terenie,nie pracuje,bo nie potrzebuje(nie jestem na zasilku),w
domu jest cztery komputery(kazdy z domownikow ma swoj,z ktorym pracuje co
oznacza rowniez cztery dojscia do internetu),interesuje sie sportem(pilka)totez
"kumpluje" sie z Guy Roux mieszka blisko w Appoigny,dzieci po dobrych wyzszych
studiach,czegoz mozna do cholery chciec wiecej od zycia.Wkurza mnie tylko
swistanie na wysokich tonach"polskich francuzow"Zyje tu moja rodzina od kilku
pra....dziadow i nikt mi nie wmowi,ze to co dzieje sie teraz we Francji to jest
miod.Nie darmo od kilkunastu dobrych lat Francja jest uznawana za pierwsza
dziwke Europy.I nie probuj mi wmawiac,ze bez mutuelu wszystkie operacje w
szpitalach i klinikach(prywatnych,takie sa kliniki)Sécurite Sociale pokrywa w
100%.Rak,aids,choroby pluc,serca i inne kalectwa,jezeli sa pokrywane w 100%-tach
musza zostac uznane przez Medecin Conseile Sécurite Sociale.I wtedy 100%-towe
pokrycie kosztow jest tylko w zakresie tejze uznanej choroby.

> Sytuacja ekonomiczna we Francji nie jest w tej chwili najlepsza, ale nie jest
> az tak tragicznie jak ty to opisujesz. Zreszta pojecie biedy jest bardzo
> subiektywne. Mozesz nam wyjasnisz, ile trzeba zarabiac, zeby nie byc uznawanym
> przez ciebie za biednego.
*******Tyle,zeby placic podatki i nie siedziec w kieszeni Conseil Generale.

> A to, ze sporo ludzi nie placi podatkow to tez nie zalezy wylacznie od zarobkow
>
> ale tez od ilosci dzieci w rodzinie, bo jak wiesz ma to wplyw na obliczanie
> podatku, sa tez rozne ulgi podatkowe (nabycie nieruchomosci, wydatki na nauke
> dzieci itd.)
********Dlatego,niektore nacje najezdnikow maja bardzo duzo dzieci,nie tylko nie
placa podatkow,ale jeszcze na tych dzieciach zarabiaja.
>
> Co do sluzby zdrowia, to sie z toba zupelnie nie zgadzam.
> Sécurité sociale zwraca za kazda konsultacje 70% kosztow, lekarstwa i badania
> laboratoryjne i inne zabiegi tez w tych granicach.
> Natomiast wszystkie operacje w szpitalach panstwowych i klinikach (w ktorych
> chirurg nie pobiera dodatkowej oplaty za operacje) sa zwracane na 100%.
> Wszelkie leczenia bardzo powaznych chorob (np. rak) sa zwracane w 100% a np.
> leczenie bezplodnosci lacznie z nieograniczona liczba FIV sa tez zwracane w
> 100%.
> Prawie kazda francuska rodzina posiada dodatkowe ubezpieczenie tzw. mutuelle,
> co moze troche kosztowac, ale nie musi gdy ma sie mozliwosc wykupienia go przez
>
> zaklad pracy. Ja np. za moja 4 osobowa rodzine placilam w mojej ostatniej pracy
>
> 25 euro miesiecznie i moglam robic koronki po 900 euro o okulary po 500 euro i
> leczyc w najdrozszych klinikach za darmo.
> W zasadzie jezeli nie masz dzieci, nie nosisz okularow i nie chcesz sobie
> sprawic koronek na zeby, to obejdzie sie bez mutuelle. Ja obeszlam sie bez niej
>
> przez 12 lat i bylam w tym czasie operowana 3 razy i leczylam sie tez powaznie
> przez rok.
> Uwazam, ze system leczenia we Francji jest bardzo dobry, co nie znaczy, ze
> bedzie tak wiecznie. Obawiam sie niestety, ze nie.
********Przepraszam,wyzej sie rozpedzilem i napisalem o wszystkim.

Chodniki Opola rowno zasraly psy!!!!

choroby odzwierzęce i co dalej
Gołąb z przykrą Niespodzianką
Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że bawiące się w zanieczyszczonych
piaskownicach dzieci narażone są na niebezpieczeństwo. (Fot. Witold Chojnacki)

Boimy się chorób przenoszonych przez owady i zwierzęta żyjące w krajach
egzotycznych, a nie dostrzegamy zagrożenia
tuż obok.

Poza wciąż stosunkowo powszechną wścieklizną i bardzo rzadką, ale za to mocno
nagłośnioną, chorobą wściekłych krów, grozi nam szereg innych przypadłości.
Źródłem zarażenia są często domowi ulubieńcy.
Glista, która oślepia
Każdego roku na oddział zakaźny Szpitala Wojewódzkiego w Opolu trafia około
pięciu pacjentów, u których podejrzewa się toksokarozę. Jest to choroba
wywołana glistą psią. Jeśli nie zostanie ona w porę wykryta i leczona, larwy
glisty wędrują do mózgu i atakują nerwy wzrokowe, co może skończyć się ślepotą.
- Wylęgarnią chorób odzwierzęcych, w tym toksokarozy, są piaskownice - ostrzega
Jerzy Ciecierski, konsultant wojewódzki ds. chorób zakaźnych i zarazem
ordynator oddziału zakaźnego w Opolu. - Psy często się w nich załatwiają.
Odbywa się to, o zgrozo, za ogólnym przyzwoleniem. Świadomość ludzi na ten
temat jest tak niewielka, iż mało komu przeszkadza, że w bawiące się w
piaskownicach dzieci są narażone na ogromne niebezpieczeństwo. Niedawno
mieliśmy na oddziale chłopczyka, u którego wykryliśmy toksokarozę. Natychmiast
skierowaliśmy go do Kliniki Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych w Poznaniu,
gdzie odbywa się specjalistyczne leczenie. Mamy nadzieję, że nie było za późno.
Toksokarozą można się też zarazić od szczeniaczków, jeśli suka nie została
odrobaczona.
- Z rozmów z weterynarzami wiem, że właściciele psów często tego nie pilnują,
bo im szkoda pieniędzy na odrobaczanie - podkreśla dr Jerzy Ciecierski. - A
potem rozgrywają się dramaty. Najgorsze jest to, że trafiają do nas pacjenci,
którym niewiele można pomóc, gdyż doszło już do obumarcia lewego lub prawego
nerwu wzrokowego.

Mruczek z pierwotniakiem
Koty mogą być nosicielami pierwotniaka, wywołującego toksoplazmozę.
- Choroba ta przebiega bezobjawowo, dlatego wiele osób nie wie, że ją
przechodziło - mówi Krystian Powolny, specjalista ginekolog z Wojewódzkiego
Szpitala Ginekologiczno-Położniczego w Opolu. - Zarażenie się bakterią
toksoplazmozy przez kobietę będącą w ciąży może skończyć się dramatem. Grozi to
poronieniem lub urodzeniem dziecka z wadą, gdyż dochodzi do uszkodzeń w jego
mózgu.
Doktor Powolny przypomina sobie ciężarną pacjentkę z takim rozpoznaniem. Ciążę
donosiła, ale dziecko urodziło się niewidome.
- Trzymając kota w domu, nie jest tak łatwo się zarazić, jeżeli tylko
przestrzega się podstawowych zasad higieny - zaznacza Urszula Posmyk, kierownik
działu epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Opolu. -
Jeśli sprzątamy kuwetę, co powinno się robić przynajmniej raz w tygodniu, to
należy ją nie tylko umyć, ale i zdezynfekować np. domestosem. Po tej czynności
trzeba też starannie umyć ręce i zanurzyć je w tym samym płynie. Są nawet w
sprzedaży mydła o właściwościach bakteriobójczych i bakteriostatycznych.
Niektórzy właściciele kotów mają taki zwyczaj, że dzielą się swoim posiłkiem ze
zwierzęciem - wkładając mu do pyszczka kawałek czegoś, a potem tą samą ręką
sięgają np. po kanapkę. Głaszczą kota i nie myją przed jedzeniem rąk. A potem
zakażenie gotowe.
Aby nie dopuścić do dramatu, coraz więcej kobiet przed zajściem w ciążę,
decyduje się na zrobienie sobie specjalistycznych badań krwi w kierunku
toksoplazmozy.
- Są one odpłatne, pierwsze podstawowe, które wskazuje, czy kobieta w ogóle
miała kontakt z tą bakterią, kosztuje 25 zł - informuje Urszula Posmyk. - Dla
własnego spokoju i dobra przyszłego dziecka warto je zrobić.
Badania takie można wykonać w wojewódzkim sanepidzie w Opolu oraz w stacjach
powiatowych na terenie województwa.
Ptak niepokoju
Kilkanaście lat temu około 300 pracowników zakładów drobiarskich w Kielcach
zapadło na tajemniczą chorobę. Mieli wysoką temperaturę, tzw. zlewne poty,
suchy kaszel, co potem przeobraziło się w zapalenie płuc. Okazało się, że
zapadli oni na ornitozę, którą wywołuje drobnoustrój o nazwie chlamydia
psittaci, a narażone są na nią głównie osoby mające do czynienia z ptakami.
Mogą to być papugi, kanarki, dzikie gołębie, kury i kaczki.
- Lekarze zorientowali się co to jest, bo pierwsze ognisko ornitozy zostało
wykryte już w latach 50. w warszawskim ogrodzie zoologicznym - opowiada dr
Jerzy Ciecierski. - Pracownicy zoo zarazili się tą chorobą od papug
przywiezionych z krajów egzotycznych. Ornitozy nie można lekceważyć, gdyż
oprócz zapalenia płuc może ona też wywołać zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych.
Obecnie ptaków kupowanych w sklepach zoologicznych nie należy się obawiać,
gdyż, zdaniem konsultanta wojewódzkiego ds. chorób zakaźnych, ich sprzedawcy
muszą dysponować odpowiednimi certyfikatami. Chyba że ktoś kupuje papugę
przemyconą nielegalnie - wtedy ryzykuje.
Ornitozę przenoszą jednak też dzikie gołębie, które panoszą się na parapetach
okien i na balkonach.
- Na naszym oddziale zakaźnym mieliśmy pacjentkę po siedemdziesiątce, która
zaraziła się tą chorobą od gołębi. Dokarmiała je na swoim balkonie i nie miała
pojęcia, co jej grozi. Na szczęście udało się nam ją wyleczyć. Najważniejsze
jest bowiem szybkie i trafne rozpoznanie.
Takie pozostawione duże ilości "kupek" są zbiorowiskiem mnóstwa chorób
odzwierzęcych - groxne dla dzieci jak i właścicieli psów.
Co nam mówi o tym specjalistyczna literatura:
Drobnoustroje, które wywołują ornitozę, znajdują się w odchodach ptaków oraz na
ich piórach. Dlatego trzeba zachowywać w klatce szczególną czystość oraz
dezynfekować ptakom pióra.
Gołębie roznoszą też inne pasożyty - obrzeżki. Mogą one wywoływać zapalenie
nerwów i mięśni, schorzenia skórne, osłabiają odporność organizmu, co sprzyja
rozwojowi grzybicy. Hodowcy tych ptaków podobno o tym wiedzą i odpowiednio się
zabezpieczają. Natomiast my - lepiej porządnie sprzątajmy balkony i
dezynfekujmy te miejsca, gdzie ptaki zostawiły swoje odchody.

BYDGOSZCZ w rankingach medycznych

BYDGOSKIE SZPITALE

W Bydgoszczy znajduje się 9 szpitali, które warto przybliżyć.

*Szpital w o j s k o w y z certyfikatami NATO
Zawiera 530 łóżek, 7 klinik, 13 oddziałów klinicznych, 4 zakłady, 1000
pracowników, w tym 150 lekarzy w większości specjalistów II stopnia, 400
pielęgniarek.
Szpital słynie z fachowego personelu. Dowodem na to są dwie nominacje
profesorskie, 6 habilitacji, 31 doktoratów ponad 200 specjalizacji, a także
kilkaset publikacji w fachowej prasie krajowej i zagranicznej, czynny udział w
naukowych konferencjach krajowych i zagranicznych na całym świecie - od Kanady
po Japonię. Wiele zespołów lekarskich uczestniczyło w szkoleniach
organizowanych w renomowanych ośrodkach zagranicznych. Samodzielni pracownicy
szpitala realizują badania i programy naukowe Wojskowej Akademii Medycznej i
Polskiej Akademii Nauk.
W szpitalu wykonywano pionierskie w regionie zabiegi operacyjne m.in. takie jak
operacje kręgosłupa szyjnego metodą Clowarda, laparoskopowe operacje
chirurgiczne, operacje ortopedyczne u dzieci. Kliniczny Oddział Kardiologiczny
jest uznanym ośrodkiem implantacji rozruszników serca. Dobre, a niekiedy
unikatowe jest wyposażenie w sprzęt diagnostyczny i operacyjny. Silną bronią
szpitala jest diagnostyka radiologiczna z tomografią komputerową i badaniami
naczyniowymi. Diagnostyka neurologiczna podniesiona została do światowego
poziomu dzięki zakupom aparatu do całodobowego zapisu EEG i aparatu do mapingu
mózgu.
Co roku pracownicy szpitala organizują kilka międzynarodowych konferencji z
udziałem najwybitniejszych specjalistów. Odbywają się w Bydgoszczy bądź w
Wojskowym Ośrodku Wypoczynkowym „Żagiel” w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim.

*Centrum O n k o l o g i i wg rankingu najlepszy szpital w kraju
Obejmuje kompleks nowoczesnych budynków mieszczących 9 oddziałów, 15 poradni
specjalistycznych oraz 9 zakładów. Dysponuje 300 łóżkami.
Szpital otrzymał certyfikat jakości na świadczone w nim usługi, stając się
pierwszym szpitalem w regionie kujawsko-pomorskim oraz jedynym ośrodkiem
onkologicznym w kraju posiadającym akredytację. Centrum zatrudnia ponad 700
pracowników, w tym 612 pracowników działalności podstawowej
Pod kierunkiem prof. dr hab. n. med. Romana Makarewicza działa w szpitalu
Komitet Badań Naukowych, zajmujący się prowadzeniem badań naukowych, mających
przyczynić się do wcześniejszego wykrywania, a zarazem poprawienia wyników
leczenia niektórych nowotworów. Aktualnie prowadzonych jest ok. 20 programów
badawczych. W latach 2002 - 2003 opublikowano 39 prac w czasopismach naukowych
krajowych i zagranicznych). Dużym sukcesem jest opublikowanie pracy w "The
Lancet" - najwyżej impaktowanym czasopiśmie klinicznym na świecie (IF=16).

*Szpital U n i w e r s y t e c k i im. Dr.A. Jurasza – jedyny szpital
kliniczny w województwie
Zawiera 811 łóżek, 24 kliniki, 5 zakładów diagnostycznych, 37 poradni, od
połowy lat 90-tych szpital dynamicznie się rozwija, co roku zyskując nowe
kliniki, gmachy, poradnie

*Szpital W o j e w ó d z k i im. dr Jana Biziela – jeden z największych w
regionie
Posiada 810 łóżek, w 1985 r. szpital stał się bazą szkoleniową studentów
Akademii Medycznej w Bydgoszczy, posiada ok. 150 oddziałów, ok. 5 klinik oraz
50 poradni.

*Kujawsko-Pomorskie Centrum P u l m o n o l o g i i , posiadające m.in.
sanatorium w peryferyjnej dzielnicy miasta położonej w borach sosnowych.
Wiodąca placówka w zakresie rozpoznawania i leczenia chorób układu oddechowego
w województwie kujawsko-pomorskim.
Posiada klinikę Collegium Medicum UMK, 10 oddziałów, 7 pracowni i zakładów.
Dysponuje dwoma obiektami: szpitalem przy ul. Seminaryjnej 1 oraz obiektem
Sanatorium przy ul Meysnera 9 w Smukale z 2 oddziałami i zlokalizowanym w
oddzielnym pawilonie oddziałem leczenia gruźlicy płuc.
Szpital prowadzi też profilaktykę zdrowotną oraz promocję zdrowia w ramach
licznych programów we współpracy z Instytutem Gruźlicy i Chorób Płuc w
Warszawie, Centrum Onkologii - Instytutem im. Marii Skłodowskiej-Curie w
Warszawie, Fundacją Oddech Nadziei dla Cierpiących na Schorzenia Płuc i
Oskrzeli. Od 1999r. jest członkiem polskiej i europejskiej Sieci Szpitali
Promujących Zdrowie (Health Promoting Hospitals Networks).

*Wojewódzki Szpital D z i e c i ę c y
Zawiera 6 oddziałów, w tym niektóre jedyne w województwie, oraz 22 poradnie,
położony w parkowym otoczeniu, szczególny nacisk jest położony na stworzenie
dzieciom przytulnej domowej atmosfery, rodzice mogą przebywać z dzieckiem bez
ograniczeń,
mieści się w kilku obiektach, niektóre poradnie przy ul. Gajowej

*Wielospecjalistyczny Szpital M i e j s k i im. dr. E. Warmińskiego
Posiada 11 oddziałów, 20 poradni, szkołę rodzenia, od lat 90-tych wysoko
oceniany pod względem warunków na oddziałach położniczych

*Wojewódzki Szpital O b s e r w a c y j n o – Z a k a ź n y
Jeden z dwóch w województwie, posiada 116 łóżek, 3 oddziały, 8 poradni, zawiera
klinikę Collegium Medicum UMK w Bydgoszczy. W strukturze szpitala znajduje się
Wojewódzka Przychodnia Chorób Zakaźnych

*Dom S u e R y d e r w Bydgoszczy
Dar angielskiej Fundacji Sue Ryder, jeden z 17 ośrodków w kraju, zawiera
Oddział Opieki Paliatywnej, Zespół Paliatywnej Opieki Domowej, Poradnię
Medycyny Paliatywnej, hotel i inne jednostki

*H o s p i c j u m im. ks. J. Popiełuszki przy parafii Świętych Polskich Braci
Męczenników
Zawiera oddział stacjonarny, centrum opieki domowej i opieki dziennej, opiera
się na wolontariacie

Obraz dopełniają: Szpital branżowy MSW (Policji i służb mundurowych), liczne
przychodnie i poradnie wojewódzkie (dermatologiczna, reumatologiczno-
rehabilitacyjna, stomatologiczna, sportowo–lekarska, zdrowia psychicznego,
centrum diabetologii i endokrynologii, ośrodek medycyny pracy i wiele innych).
W Bydgoszczy od 2003 r. funkcjonuje prywatny szpital o profilu zabiegowym
wyspecjalizowany w Chirurgii Plastycznej.

Funkcję medyczną wzmacnia jedyna w regionie uczelnia medyczna – wydzielone i
autonomiczne Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu z
siedzibą w Bydgoszczy (jedna z 10 uczelni medycznych kraju)

Częstochowa: Zaczęła się ewakuacja 40 pacjentów...

Częstochowa: Zaczęła się ewakuacja 40 pacjentów..
Wiadomo, że są lekarze lepsi i gorsi. Niektórzy mało kompetentni, inni obojętni
na los pacjentów, jeszcze inni są po prostu dobrymi specjalistami. Wsród tych,
którzy się zwonili są też i wybitni specjaliści, których przyjmie się z
otwartymi rękami za granica. Tyle, że decyzja o wyjeździe jest trudna,
zwłaszcza, kiedy ma się kilka krzyżyków na karku, zdrowie już nie to samo co za
młodu, a w domu dzieci uczeszczające do szkoly lub na studia. Jest więc to
dramatyczna sytuacja dla lekarzy właśnie. Przynajmniej dopóki nie znajdą nowego
miejsca zatrudnienia. A znajdą. Tyle, że małe prywatne kliniki rzadko posiadają
wyposażenie warte tych pieniędzy, jakie my podatnicy włożyliśmy w szpital na
Parkitce. Często sprzęt szpitalny trafiał na Parkitkę dzięki licznym
ofiarodawcom, Częstochowianino,m, którzy chcieli być leczeni przez naszych
specjalistów, a mogąc coś zasponsorować bez odrywania sobie jedzenia od ust, po
prostu to robili. I ten sprzęt zdobyty ich trudem teraz stanie się zapewne
własnością innego szpitala. No cóz, ale decyzja z pewnością należy do władz
wojewódzkich. Z pewnością ;) będzie obiektywna i mądra. I pewnie trafi na Śląsk.
Kilkadziesiąt kilimetrów dalej. Czy to daleko w dobie ogólnodostępnych
samochodów i karetek ?
Proszę sobie wyobrazić sytuację, że Pana/Pani ojciec/ matka - wiekowy już co
prawda - łapiąc się za serce pada na ziemię. Czy jest różnica, że OJOM z
Parkitki ( a ściślej mówiąc jego sprzęt)zostanie wchłonięty przez
Katowice/Będzin/Sosnowiec? Przecież to zaledwie jakieś 50 km dalej. Tylko.
Albo Pana/Pani czy Twoje dziecko, o którym jeszcze nie myślisz - przecież masz
dopiero 18 czy 20 lat - ale któregoś dnia pewnie przyjdzie na świat i zrozumiesz
czym jest ta miłość, która sprawia, że pochylasz się nad jego łóżeczkiem żeby
sprawdzić czy na pewno oddycha (beznadzieja, prawda ? ... ale tak właśnie robią
matki stając się nimi zwłaszcza pierwszy raz) nagle traci oddech, sinieje i co
dalej ?... ! telefon, karetka. Gdzie ? Najbliżej, byle szybko. A więc Sosnowiec,
przecież to niedaleko...
A neurochirurgia ? No cóż weżmy taki przykład. Rak w obecnych czasach jest dość
pospolitą chorobą, chyba nikt w to nie wątpi. Często jest to rak płuc. Palisz ?
Nie ? To dobrze. Ale może wbrew wszelkiemu rozsądkowi robi to twoja żona ? mąż ?
matka/ojciec? Sprawa jest trudna. Długie leczenie, konsultacje w odległych
klinikach, chemia, ale co to ? Jest szansa, jak światełko w mroku. Jest lepiej.
Część płuca ma być wycięta, pozbędziemy się tego paskudztwa. Uff? Czy to jednak
nie za późno ? Ręka drętwieje, nic nie szkodzi, to przejdzie. Nie przechodzi ?
Tomografia. Przerzut. Rak trafił do mózgu. Teraz tam siedzi i pożera kolejne
komórki. Z ręką już nie będzie dobrze. No, ale to też można wyciąć, tylko mały
skrawek. Decyzja podjęta. Nagle ni stąd ni zowąd mąż/ żona/ matka/ojciec ...
dziecko zaczyna drżec, drży coraz mocniej, całe się trzęsie, sztywnieje, jego
ciało pporuszane jest w gwałtownych konwulsjach... Boże ratuj. 999. Byle szybko.
Na neurochirurgię. Gdzie ? Na Parkitce zamknięto. Decyzja
dyrektora...wojewody... Ale Twój ojciec/matka/ mąż cały jest w drgawkach, to
padaczka, trudno się przyglądać, tak bardzo go/ją kochasz, chcesz mu ulżyć.
Niestety najbliższy oddział w Katowicach/Sosnowcu,/Zabrzu/Bytomiu. Tylko
klikadziesiąt minut drogi dalej.
Takich scenariuszy może być i będzie więcej. Życie je napisze. Spotka to wielu z
nas. Może nie dziś, nie jutro, ale kiedyś (za rok, za lat dziesięć) pewnie tak.
Czy nie powinniśmi czegoś zrobić ? Dla nas, dla naszych rodziców, małżonków,
dzieci ? Dla tych, którzy kiedyś potrzebować będą pomocy ?
Mniejsza o lekarzy. Tych dobrych i tych złych. W nagłych przypadkach i ten zły
jest lepszy niż nic. Pomoże lepiej niż my kiedykolwiek bylibyśmy w stanie. Chcą
podwyżek ? Dać, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Nie należy im się po tylu
latach nauki ? Kilkunastu ściślej mówiąc. Czy Pan /Pani- nic Panu/i nie ujmując
tyle samo przesiedziała nad książkami, wkuwając grube książki na pamięć, ucząc
się o tysiącu różnych chorób, milonach leków, a później dokształacał/a się na
niezliczonych szkoleniach/ sympozjach byle być wciąż na bieżąco, znać najnowsze
sposoby walki z różnymi przypadłościami. Nie. Wystarczyło skończyć szkołę
zawodową ( a co- zła ? ... Nie, ale chyba krótsza), podjąć zawód i próbować
sobie życie ułożyć, w życiu poradzić. Jedni lepiej, drudzy gorzej.
No, ale rozejrzyjmy się dookoła. Wśród nas. Ilu mamy tu, w okolicach
specjalistów od fryzjerstwa, gastronomii, elektryki, sprzątania (hmm...to, to i
ja potrafię, ale nie ma się czym chwalić, bo to raczej szeroko spotykana
umiejętność, choć też potrzebna i chwalebna). Wielu, prawda... I co, czy nie
chcą Państwo zarabiać na życie godnie swoją pracą ? Tak. Ale Państwa zarobki są
nieporównywalnie - przepraszam, po prostu dużo/ trochę niższe (czasem wyższe,
dzięki Bogu !) niż lekarzy w placówkach szpitalnych. A pwykonując tę pracę
prywatnie... Czy hydraulik nie żąda od nas sumy, która prawdę mówiąc czasem
mija się z naszym wyobrażeniem za wykonaną pracę ?
Dajmy zarobić lekarzom/nauczycielom/policjantom. Oni zarabiają grubo więcej za
granicą. Bez wątpienia. A jednak wielu tu pozostaje. Bo mają tu rodziny /
przyjaciół/dom. Są związani z naszym miastem. To ich wybór. Czy słuszny ?
Bojkot wyborów nic nie da. Ale czy akcja na szeroką skalę w ramach protestu
przeciwko zamkięciu potrzebych NAM - CZęSTOCHOWIANOM oddziałów odbiłaby się
echem ? Może spróbujmy coś z tym zrobić. Niech nie decyduje za nas jakiś
urzędas, który ma to gdzieś, bo on i tak się wyleczy. Tu czy tam.

nie lekarz

nie lekarz
Wiadomo, że są lekarze lepsi i gorsi. Niektórzy mało kompetentni, inni
obojętni na los pacjentów, jeszcze inni są po prostu dobrymi specjalistami.
Wsród tych, którzy się zwonili są też i wybitni specjaliści, których przyjmie
się z otwartymi rękami za granica. Tyle, że decyzja o wyjeździe jest trudna,
zwłaszcza, kiedy ma się kilka krzyżyków na karku, zdrowie już nie to samo co
za młodu, a w domu dzieci uczeszczające do szkoly lub na studia. Jest więc to
dramatyczna sytuacja dla lekarzy właśnie. Przynajmniej dopóki nie znajdą
nowego miejsca zatrudnienia. A znajdą. Tyle, że małe prywatne kliniki rzadko
posiadają wyposażenie warte tych pieniędzy, jakie my podatnicy włożyliśmy w
szpital na Parkitce. Często sprzęt szpitalny trafiał na Parkitkę dzięki
licznym ofiarodawcom, Częstochowianino,m, którzy chcieli być leczeni przez
naszych specjalistów, a mogąc coś zasponsorować bez odrywania sobie jedzenia
od ust, po prostu to robili. I ten sprzęt zdobyty ich trudem teraz stanie się
zapewne własnością innego szpitala. No cóz, ale decyzja z pewnością należy do
władz wojewódzkich. Z pewnością ;) będzie obiektywna i mądra. I pewnie trafi
na Śląsk. Kilkadziesiąt kilimetrów dalej. Czy to daleko w dobie
ogólnodostępnych samochodów i karetek ?
Proszę sobie wyobrazić sytuację, że Pana/Pani ojciec/ matka - wiekowy już co
prawda - łapiąc się za serce pada na ziemię. Czy jest różnica, że OJOM z
Parkitki ( a ściślej mówiąc jego sprzęt)zostanie wchłonięty przez
Katowice/Będzin/Sosnowiec? Przecież to zaledwie jakieś 50 km dalej. Tylko.
Albo Pana/Pani czy Twoje dziecko, o którym jeszcze nie myślisz - przecież masz
dopiero 18 czy 20 lat - ale któregoś dnia pewnie przyjdzie na świat i
zrozumiesz czym jest ta miłość, która sprawia, że pochylasz się nad jego
łóżeczkiem żeby sprawdzić czy na pewno oddycha (beznadzieja, prawda ? ... ale
tak właśnie robią matki stając się nimi zwłaszcza pierwszy raz) nagle traci
oddech, sinieje i co dalej ?... ! telefon, karetka. Gdzie ? Najbliżej, byle
szybko. A więc Sosnowiec, przecież to niedaleko...
A neurochirurgia ? No cóż weżmy taki przykład. Rak w obecnych czasach jest
dość pospolitą chorobą, chyba nikt w to nie wątpi. Często jest to rak płuc.
Palisz ? Nie ? To dobrze. Ale może wbrew wszelkiemu rozsądkowi robi to twoja
żona ? mąż ? matka/ojciec? Sprawa jest trudna. Długie leczenie, konsultacje w
odległych klinikach, chemia, ale co to ? Jest szansa, jak światełko w mroku.
Jest lepiej. Część płuca ma być wycięta, pozbędziemy się tego paskudztwa. Uff?
Czy to jednak nie za późno ? Ręka drętwieje, nic nie szkodzi, to przejdzie.
Nie przechodzi ? Tomografia. Przerzut. Rak trafił do mózgu. Teraz tam siedzi i
pożera kolejne komórki. Z ręką już nie będzie dobrze. No, ale to też można
wyciąć, tylko mały skrawek. Decyzja podjęta. Nagle ni stąd ni zowąd mąż/ żona/
matka/ojciec ... dziecko zaczyna drżec, drży coraz mocniej, całe się trzęsie,
sztywnieje, jego ciało pporuszane jest w gwałtownych konwulsjach... Boże
ratuj. 999. Byle szybko. Na neurochirurgię. Gdzie ? Na Parkitce zamknięto.
Decyzja dyrektora...wojewody... Ale Twój ojciec/matka/ mąż cały jest w
drgawkach, to padaczka, trudno się przyglądać, tak bardzo go/ją kochasz,
chcesz mu ulżyć. Niestety najbliższy oddział w
Katowicach/Sosnowcu,/Zabrzu/Bytomiu. Tylko klikadziesiąt minut drogi dalej.
Takich scenariuszy może być i będzie więcej. Życie je napisze. Spotka to wielu
z nas. Może nie dziś, nie jutro, ale kiedyś (za rok, za lat dziesięć) pewnie tak.
Czy nie powinniśmi czegoś zrobić ? Dla nas, dla naszych rodziców, małżonków,
dzieci ? Dla tych, którzy kiedyś potrzebować będą pomocy ?
Mniejsza o lekarzy. Tych dobrych i tych złych. W nagłych przypadkach i ten zły
jest lepszy niż nic. Pomoże lepiej niż my kiedykolwiek bylibyśmy w stanie.
Chcą podwyżek ? Dać, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Nie należy im się po
tylu latach nauki ? Kilkunastu ściślej mówiąc. Czy Pan /Pani- nic Panu/i nie
ujmując tyle samo przesiedziała nad książkami, wkuwając grube książki na
pamięć, ucząc się o tysiącu różnych chorób, milonach leków, a później
dokształacał/a się na niezliczonych szkoleniach/ sympozjach byle być wciąż na
bieżąco, znać najnowsze sposoby walki z różnymi przypadłościami. Nie.
Wystarczyło skończyć szkołę zawodową ( a co- zła ? ... Nie, ale chyba
krótsza), podjąć zawód i próbować sobie życie ułożyć, w życiu poradzić. Jedni
lepiej, drudzy gorzej.
No, ale rozejrzyjmy się dookoła. Wśród nas. Ilu mamy tu, w okolicach
specjalistów od fryzjerstwa, gastronomii, elektryki, sprzątania (hmm...to, to
i ja potrafię, ale nie ma się czym chwalić, bo to raczej szeroko spotykana
umiejętność, choć też potrzebna i chwalebna). Wielu, prawda... I co, czy nie
chcą Państwo zarabiać na życie godnie swoją pracą ? Tak. Ale Państwa zarobki
są nieporównywalnie - przepraszam, po prostu dużo/ trochę niższe (czasem
wyższe, dzięki Bogu !) niż lekarzy w placówkach szpitalnych. A pwykonując tę
pracę prywatnie... Czy hydraulik nie żąda od nas sumy, która prawdę mówiąc
czasem mija się z naszym wyobrażeniem za wykonaną pracę ?
Dajmy zarobić lekarzom/nauczycielom/policjantom. Oni zarabiają grubo więcej za
granicą. Bez wątpienia. A jednak wielu tu pozostaje. Bo mają tu rodziny /
przyjaciół/dom. Są związani z naszym miastem. To ich wybór. Czy słuszny ?
Bojkot wyborów nic nie da. Ale czy akcja na szeroką skalę w ramach protestu
przeciwko zamkięciu potrzebych NAM - CZęSTOCHOWIANOM oddziałów odbiłaby się
echem ? Może spróbujmy coś z tym zrobić. Niech nie decyduje za nas jakiś
urzędas, który ma to gdzieś, bo on i tak się wyleczy. Tu czy tam.