Nowy klub wielbicieli myszek?

No, dokładnie zdarzam się z tym z SPS-em (też coś tkaiego pomyślałam), tylko żeby nie było, że ktoś tu ściąga...

Co do robienia strony, to właśnie zonk, że musi być nazwa, żeby coś zaprojektować... Presea możemy coś pokąbinować razem (na trzeźwo i pod gazem), ja coś pokąbinuje graficznie, ty coś po html'ujesz...

A miejsca też mogę użyczyć, bo mam 500 MB (może się przydać nawet na bazę jpgów... )... Jak dobrze pamiętam... + konto mailowe. Ale konta by były na zasadzie cośtam@myszy.net

Hm, no narazie nazwa... Ja bym proponowała coś na zasadzie... yyy... "Mysie serce" tylko intelignetniej, orygnalniej i ładniej, ale w tym tonie... Czytaj coś bez "miłośników", "właścicieli" i "przyjaciół" (bo to ostatnie ma sps... ) Albo jak tak, to np. Klub miłośników/pomocy/czegotam myszy/myszom + nazwa, np. szara mysz (to tylko przykład, budowy... )

 

Projekt Clio Sport 200+

o kurcze... zapomnialem ze z internetem nie ma przelewek....

no to teraz juz napisze na serio, bo widze ze nic nie czaisz... odstaw ta prace, wez urlop a potem jak mozesz to przeczytaj choc ze dwa inne tematy na forum, skumaj klimat -> wtedy przeczytaj mojego poprzedniego posta i sie kurcze przyjacielu usmiechnij. Zycie jest piekne, fruzie nie leca na frustratow a tamto zdjecie jest zabawne, hehehe-hahaha, nie obraza ciebie ani twojej rodziny. poza tym pamietaj nie da sie wpasc na forum. Mozna sie tylko zalogowac... nie mozna tez toksycznie oznajmiac, to bylo apropos twojego nicka - toxic - takie skojarzenie z toksycznoscia... jedyne co bylo na serio to twoje granie naszymi uczuciami. Co tydzien klub sie zbiera, a jestesmy wrazliwi, czytamy wspolnie ten temat, jest popkorn, nastroj, przydymione swiatlo monitora, czerwone lasery bezprzewodowych myszek, i dajemy sie porwac... nie mozesz nam tego odebrac wypraszamy to sobie!!

Steve Clarke

Wielka szkoda, że człowiek tyle lat związany z klubem odchodzi. Zrobił dla nas naprawdę wiele wspaniałych rzeczy. W trenerce zawsze odpowiadała mu praca w cieniu, bycie taką szarą myszką, która wykonuje czarną robotę. Przyglądał się najlepszym trenerom na świecie, w ten sposób zbierając doświadczenie.

Podobnie jak wy, nie wiem czy w naszym klubie dzieje się coś złego. Jeśli odejdzie, to będzie u boku swojego przyjaciela, a to też trzeba zrozumieć.

Zresztą uwierzę, jeśli potwierdzi to tylko własnymi słowami.

LISTOPADOWE MAMUSIE I MALUSZKI 2005 Vol. 3

Oletta fajne fotki , moja jakos nie lubi puzli, moze jej sie zmieni bo ja i M je uwielbiamy
tak planujemy przeprowadzke ale jeszcze o tym cicho- sza bo jeszcze zapesze, bardziej sie to przedluza niz myslelismy,
fajny ten kożuszek ale chyba szybko do pralni trafi, a ten antybiotyk to chyba standard przy takich malych dzieciach, ale dobrze ze szybko zadziałał
Torrent daje kilka odcinków "klubu przyjaciół myszki miki"

 

="nd();" >I stopień Trzciniec 2008 ;) II turnus ;)

Myszka Miki z przyjaciółmi przygotowali widowisko dla sierot. Donald prezentuje umiejętności swoich tresowanych fok, a Miki akrobacje na linie. Kaczor w ponurym nastroju trafia do klubu samby. Gorące rymy przywracają mu chęć do życia. Donald usuwa z miniaturowego świata swojej kolejki wąskotorowej wielkie drzewo. Okazuje się, że zamieszkiwały je dwie wiewiórki, Chip i Dale.

Taki opis w internetowym programie tv

PIŁKA NOŻNA Raport z ligi: Ruch Chorzów

Ewa to nie ma nic do rzeczy...
Polonia jak i My wywalczyła awans w sportowej walce, inni kupowali, sprzedawali, a oni biedni jak mysz kościelna grali...pokazywali, że jeszcze komuś w tym bagnie chodzi o sport...
Bez względu na nasze decyzje, Polonia Bytom niech gra...nam może kiedyś też ktoś pomoże.
Możemy byc dumni z decyzji prezydenta, władz miasta, władz Ruchu a zwłaszcza kibiców. To dzięki nim kolejny śląski klub jest w elicie. Wierze, że gdyby nam miał kto pożyczyć kasę, bądź w razie potrzeby udostępnić stadion zrobiłby to...Bo o to w sporcie chodzi - by rywalizacja odbywała się na zielonej murawie, a nie przy stoliku. A niesnaski, nienawiść odrzucić w razie potrzeby. Przyjaciół poznaje sie w biedzie. Ruch pomógł nie pierwszy raz, wierze że i odbędzie sie to w drugą stronę...

I jeszcze jedno. Warto pomóc chociażby dla takich opinii i komenatrzy:
walbrzych - 17 lipca 2007, 12:41:14 - 82.198.250.72 (10.120.5.166)
Zawsze wiedzialem, ze Ruch to cos wiecej niz tylko klub pilkarski. To takie zjawisko, ktore zawsze wznosilo sie ponad przecietnosc. I za to ich kocham. Pozdrowienia z Walbrzycha. Tu bedziecie zawsze mile widziani. A Polonii zycze samych sukcesow. I jeszcze jedno. Polonia gra w OE za to, ze udowodnila, ze na nia zasluguje. Stadiony same nie graja. To nie jest liga stadionow jak niektorym sie wydaje!

I to tylko jeden z bardzo bardzo wielu o podobnym zabarwieniu. Warto też tak budowac wizerunek klubu i miasta.

Wojny Konsolowe 3.0

4D w Krapzołnie Dwa


Potwierdzenie, że będziemy mogli odpalić giereczkę w niedzielę rano po Klubie przyjaciół Myszki Miki, Domisiach oraz Teleranku, a i tak nie zatracimy odpowiedniego flowa

Białe myszki

Rano wyszedłem z mojej wilii na taras by zarzyć świerzego powietrza albowiem dzień zapowiadał się słoneczny i temperatura jak na tę pore roku zadziwiała nawet największych optymistów.
Służaca krzątała sie w holu i odkurzała co przeszkadzało mi w rozmyślaniach. Wychodzac na taras zauważyłem ,że kierowca Jan myje moje AlFa Romeo co bardzo mnie ucieszyło bo miałem wybrać się do klubu pograć w golfa z przyjaciółmi. Nagle otworzyły się drzwi i służacy Arnold wniosł tace z pachnącą kawę i kanapkami. Niedbałym ruchem wskazałem miejsce gdzie ma położyć tace nastepnie ziewnąłem i przystapiłem do spożywania śniadania. Nagle zadzwonił telefon. Na ekranie telebimu zauważyłem ,że dzwoni do mnie mój prawnik,który właśnie prowadzi sprawę posiadłosci, którą nabyłem będac w Barcelonie.
Zbyłem go jednym zdaniem , gdyż właśnie teraz nie miałem ochoty rozmawiać o interesach. Nagle do pokoju wbiegł mój ulubieniec dog "Lugo". który merdajac ogonem zdradzał swoje zadowolenie z naszego spotkania.Nim się zorientowałem moje kanapki były już w srodku jego wielkiego pyszczyska.Zjem w Klubie pomyślałem i zszedłem na dół.

Ps Jezeli chcecie dowiedzieć się co dalej działo się w mojej rezydencji wystarczy napisać
>>> Tak chcemy Wielki Elicie!

Oficjalna nazwa klubu

No dobra, ale nie chodzi raczej o bronienie myszy, bo trzeba by było wykupić wszystkie ze sklepów by pomóc. Chodzi o adopcje jak ktoś ma przypadkowo więcej myszek i poprawianie ich życioa w sklepach. Tylko tyle można zrobić i to nie jest obrona...

Nie moze być Klub Przyjaciół Myszy??? to chyba najlepsze rozwiązanie, a członków można przetestować np. by wypełnił specjalna ankietę lub cos w tym stylu...

NOWA ANKIETA - głosowanie na przewodniczacego klubu

Oki, niech dziewczyny się troszkę wykażą i popiszą swoimi talentami pisarskimi.

Jeśli zależy Wam na byciu przewodniczącą, napiszcie wypracowanie na temat:

"Mysz jest przyjacielem człowieka"

Ciekawszą pracę nagrodzimy szefostwem w naszym klubie

Napiszcie też, czy zgodzici się później na publikację wypracowania [aby wiadomo było ,że nie jest to oszustwo]

powodzenia

Bajki i programy dla dzieci

Maja ogląda zazwyczaj rano po sniadaniu prosi o odcinek Klubu Przyjaciół Myszki Miki-fajna bajka przez którą nauczyła się juz liczyć, rozpoznawać część kolorów

odkąd pojawiła się Karolina zaczęła oglądać dobranocki na pr.1 bo siedzi wtedy spokojnie a my możemy wykąpac małą, choć nie zawsze leci bajka która ją interesuje wtedy sama rezygnuje

czasem zdarza jej się obejrzeć w ciągu dnia jaką bajke ale staram się nie przyzwyczajać do spędzania czasu przed TV
lubi oglądać
-Niedźwiedź w dużym niebieskim domu
-FiFi niezapominajka
-Truskawkowe ciastko
-Smerfy-piatkowa dobranocka
Strażak sam

1

CHCIAŁBYM ŻEBYŚCIE POKAZALI GDZIE PRACUJECIE/GRACIE ;D MEJBE I'LL START:

- NAPOJE ORZEŹWIAJĄCE
- CIENKOPIS
- MYSZ X7-718BK
- PODKLADKA FELLOWES ANTY POŚLIZGOWA
- SPRZĘT GRAJĄCO-WKURZAJĄCY CZYLI LATOP "HP PAVILION DV7 1080EW"
- TELEFON DO PRZYJACIELA NOKIA 6300
- KLAWIATURKA "RUSH PAD - OD SHARKOON'A" (WSPANIALE ROZWIĄCANIE DLA LEWORĘCZNYCH).
- KARTECZKI
- SŁUCHAWKI AKG K512
- VLEPKI TYSZOWIECKIEGO KLUBU "HUCZWA" I JAKIES TAM PIERDOŁY INNE...

Ulepszyc FORUM

Cytat:oko(słav nieczysty)


Hmm.... Ja nie wiem co masz na myśli zapisując to sformuowanie w nawiasie . Mam nadzieje, ze to nic obrazliwego A co do forum to zgadzam sie jak najbardziej. Zero kontaktu z resztą. Ale:Wiesz trzeba tez wziąć pod uwagę, że nie wszyscy mają stały dostęp do neta. Ale: Może powinni w takim razie pojawiać sie w klubie ??
Na wszystko jest 150 odpowiedzi, hehehe. Pomysł bardzo mnie sie podobuje

Do Tajgera:
Weź no, przyjacielu mojej żony, naucz sie edytować swoje posty, bo żeby dość do tego jak poszło Ci w turnieju przełajowym musiałem kilkanaście razy przekręcić rolką myszki. Oczywiście szczerze gratuluje wyniku 3:1.

Pozdrawiam oko

Najgorsi rysownicy komiksów KD

Santanach i Alferez - tego pierwszego nie lubię za bardzo, na pewno za cienką kreskę. Alferez ma grubszą. Ale Kaczory rysowane przez obu panów wydają mi się być płaskie. Detale u drugiego z panów, który wtyka je do swoich historyjek nie wyglądają zbyt ładnie.
Miguel w kolorowance... Cóż, ja uważam że w ogóle wszystkie kolorowanki, używanie twarzy postaci np. na podkoszulkach nie jest za dobrym pomysłem... Miesiąc temu w Empiku natknąłem się na kolorowankę z Myszką Miki. Oczywiście na okładce wyglądał jak ten z "Klubu Przyjaciół Myszki Miki" - ale co ważniejsze: głowę miał na pół okładki, a resztę ciała na drugie pół. Brawo za zachowanie proporcji!
Jeśli Kaczor Donald ma dalej być uważany za postać tylko i wyłącznie dla dzieci, to może trzeba zlikwidować kolorowanki. Zwłaszcza że znajdują się tam rysunki nie za dobrych twórców.
Miguel pojawia się czasami w "Figlach Figlarzy" i innych rubrykach w środku KD.
Zapomniałem wspomnieć o Mardonie Smecie. Rysuje on przygodówki z Superkwękiem (nie lubię tej postaci przez coraz bardziej niszowe komiksy z nim w Gigantach i używanie tych samych pomysłów w historyjkach - czyli charakterystyczną cechę twórców Gigantowych). Dlaczego go nie lubię? Po pierwsze za zdecydowanie niedisneyowski styl, za okropne scenariusze, które dobiera i za przemoc, którą tam pokazuje. W USA to by nie przeszło. Tam jest cenzura Disneya i płomienie na okładce do pierwszego rozdziału ŻICZSMK nie przeszły! Nie podoba im się to, że ktoś celuje do siebie pistoletami!

Komu kibicujesz w kraju i za granicą?

Z Polski to oczywiście miejscowy klub MKS MYSZKÓW oraz Przyjaciół z Chorzowa i Torunia.
Poza nimi z Polski od ładnych kilku lat TS WISŁA KRAKOW
Z Zagranicy to jasna sprawa Visca el Barca Czyli Fc Barcelona

Willa Arango

Myszka Mikie wróciła do domu i o zgrozo wpadła na Sumcia.
- Późno wracasz.
- Ciężka noc przyjacielu. Nie ma o czym mówić. Miłego dnia..- powiedział Mikie i poszedł do siebie popracować nad Charliego klubem, a Sumcio wrócił do swoich obowiązków.

[Quiz] Familiada 2

Czarodzieje z Waverly Place

A Mali Ajnsztajni lecą w Playhouse Disney, razem z Klubem Przyjaciół Myszki Miki itp.

[C+ CP n TNK] Disney channel

Nie ma już przekierowania. Strona już jest. Na razie jest informacja na temat High School Musical, serialu Hannah Montana, Klubu Przyjaciół Myszki Miki oraz Małych Einstein'ów.

Sprawy dotyczące klubu.

Seru zauważyłem, że od czasu gdy zostałeś klubowiczem to się bardzo zmieniłeś. Na początku jak przyjeżdzałeś na spoty jako przyjaciel klubu to byłeś jak szara myszka a teraz wielkie ożywienie i cwaniactwo jak w przypadku poprzedniego usuniętego klubowicza.

żal

Cytat: Witajcie
Też się zastanawiam co z sobą "zrobić". Powielam własne schematy i nie znajduję odpowiedzi a raczej ta, którą mi przyjaciele podsuwają jakoś do mnie nie dociera. Podobno problem jest w tym, że

- za dużo daję z siebie, za mało wymagam.



No właśnie, kobiety kochające za bardzo za dużo dają z siebie, a za mało wymagają i później mają efekty swojego zachowania.
Człowiek jest tak skonstruowany, że bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrego, do wygody. I jest też tak, że to co jest na wyciągnięcie ręki szybko się nudzi.

Wydaje mi się, że nie trzeba grać w kotka i myszkę. Wystarczy po prostu wymagać nie tylko od siebie, ale i od partnera; nie pozwalać sobie za złe traktowanie, przede wszystkim kochać i szanować siebie. I nie poświęcać się w całości partnerowi, mieć również własne życie, nie uszczęśliwiać kogoś na siłę.

Bojąc się zaangażowania broniłam się przed tym związkiem rękami i nogami. Trwało to kilka miesięcy. Sama wychodziłam do klubu, na piwo, nie zawsze miałam czas dla niego, miałam własne życie. I co on na to? Latał za mną, wydzwaniał i przepraszam za określenie, ale jadł mi z ręki. Wolał spędzić wieczór ze mną niż z kolegami. Kiedy poczułam, że to jest to i pokazałam, że mi zależy, jemu zaczęło zależeć coraz mniej... Cóż, miał mnie na wyciągniecie ręki i robił ze mną co chciał...

Teraz wiem (mam nadzieję), co zrobić, żeby następnym razem było inaczej. Od kilku miesięcy jestem sama i pierwszy raz w życiu umiem żyć sama ze sobą, nie przeszkadza mi moje towarzystwo, potrafię sobie znaleźć zajęcie dla siebie, zająć się sobą i przede wszystkim cieszyć się życiem. Nie szukam faceta, nie jestem jeszcze na to gotowa. Wierzę, że sam się pojawi, kiedy będzie na to czas. A jak nie, to mówi się trudno. Jestem sensem życia sama dla siebie - nie potrzebuję mężczyzny jak powietrza.

Trzymajmy się ciepło

Ziomal

Kolejny światny komiks Dobił mnie ten tekst z burzą mózgów. A no i to nawiązanie do "Klubu przyjaciół Myszki Miki".

kawały , dowcipy itp...

Ojciec z synkiem podczas spaceru mijają dom publiczny. Synek
zaintrygowany charakterystycznym wyglądem budynku pyta:
- Tata, a co tu jest?
Ojciec nie chcąc skłamać, ale i nie chcąc powiedzieć prawdy mówi:
- Widzisz synku ... to jest taki dom w którym za pieniądze można
zaznać rozkoszy.
Mały zapamiętał sobie słowa ojca i po obiedzie wyciągnawszy od
niego dyche na kino, naturalnie poleciał do burdelu. Wpada do
środka, buch tą dychę na ladę i mówi:
- "Plose pani, chciałbym zaznać roskosy".
Burdelmama spojrzała na niego, ukroiła trzy pajdy chleba,
posmarowała masłem i miodem i wręczyła to maluchowi. Mały po
powrocie do domu mówi do ojca:
- Tata, zgadnij gdzie byłem!
- No ... w kinie ...
- Nie tata, w tym domu co żeśmy mijali ...
- O w morde?!!! No i co!???
- Dwom dałem radę, ale trzecia już mogłem tylko wylizać ...

Chcę dokładnie wiedzieć co ta k... robiła na Majdanie - powiedział Władimir Władimirowicz. Funkcjonariusze FSB dostarczyli 300 zdjęć Julii Tymoszenko z okresu pomarańczowej rewolucji, a dla pewności dorzucili jeszcze 30 zdjęć Dody.

Na polibudzie najgorsze jest pierwsze piec lat, potem, na drugim roku jest juz lepiej

- Janie, mój wierny sługo, z jaką prędkością jedziemy?
- 30 km/h, Panie Hrabio!
- Dołóż jeszcze z dychę, niech zajrzę śmierci w oczy...

- Janie, mój wierny sługo, czy nasza winda ma światło?
- Oczywiście, ze ma Panie Hrabio!
- Widzisz kur***, znowu zsypem na śmieci leciałem...

- Janie, mój wierny sługo, czy cytrynka ma nóżki?
- Ależ skąd Panie Hrabio!
- kur***, znowu kanarka sobie do herbatki wcisnąłem...

- Janie, zasłałem łóżko!
- Ależ Panie Hrabio, przecież to moja powinność!!
- Oj dobła, dobła...

Do znudzonego hrabiego podchodzi Jan:
- Panie Hrabio, może przygotuję śniadanie?
- Śniadanie? Bez sensu.
- Panie Hrabio, to może zaparzę kawę?
- Kawę? Bez sensu.
- Panie Hrabo, może w takim razie zadam Panu zagadkę. Co to jest: owłosione i wchodzi do dziury?
- ch**.
- Nie, Panie Hrabo, to mysz.
- Mysz w piździe? Bez sensu.

Mąż i żona świętują swoją 50 rocznicę ślubu. W pewnym momencie mąż pyta żonę:
- Powiedz mi kochanie, czy kiedykolwiek mnie zdradziłaś?
- Proszę, nie pytaj mnie o takie rzeczy...
- Ale nalegam, powiedz mi proszę!
- No dobrze, zdradziłam Cię trzy razy.
- Trzy razy, jak to się stało?
- Mężu, czy pamiętasz jak 35 lat temu chciałeś rozkręcić swój własny biznes i żaden bank nie chciał udzielić Ci kredytu? A pamiętasz jak sam prezes banku przyszedł do nas do domu pod Twoją nieobecność i zatwierdził kredyt bez żadnych dodatkowych pytań?
- Och kochanie, zrobiłaś to dla mnie. Szanuję Cię jeszcze bardziej za to co zrobiłaś. Ale kiedy był ten drugi raz?
- Pamiętasz dziesięć lat temu sytuację kiedy miałeś ten straszliwy atak serca i żaden z lekarzy nie chciał się podjąć ryzykownej i skomplikowanej operacji? I wtedy ten jeden doktor zgodził się Ciebie operować i dzięki temu do dzisiaj jesteś w tak dobrej kondycji.
- Moja najdroższa, nie mogę wprost w to uwierzyć, że zrobiłaś to dla mnie. Jestem Ci wdzięczny. Ale powiedz mi jak to było tym trzecim razem.
- Czy pamiętasz tę sytuację kiedy kilka lat temu chciałeś zostać prezesem klubu golfowego i brakowało Ci 17 głosów...

Dwóch facetów. Wieloletni przyjaciele od dzieciństwa. Jednak jeden z nich niestety jest częściowo sparaliżowany, potrzebuje trochę pomocy w codziennym życiu. Pewnego dnia siedzą u niego na werandzie, sparaliżowany mówi:
- Wiesz, co, mam pytanie - czy naprawdę jesteś moim przyjacielem?
- No jasne stary, znamy się od dziecka, wiesz, ze zrobiłbym dla ciebie
wszystko!
- Wiem, mój przyjacielu, wiem. Miałbym wiec do ciebie małą prośbę czy
przyniósłbyś mi z piętra skarpetki? Robi się trochę chłodno, a jak
wiesz, ja nie jestem w stanie tego zrobić.
- Stary, w ogóle nie ma o czym mówić. Skoczyłbym dla ciebie w ogień.
- Dziękuje ci mój przyjacielu.
Facet idzie na piętro, otwiera drzwi do pokoju, wchodzi i staje oniemiały. Przed oczami rozpościera mu się cudowny widok - dwie córki jego przyjaciela, młode, piękne jak marzenie, ubrane jedynie w bieliznę. Facet nie może oderwać wzroku, targają nim wyrzuty sumienia - w końcu to
córki jego najlepszego przyjaciela, jednak w końcu poddaje się instynktom i mówi:
- Wasz ojciec przysłał mnie, żebym się z wami przespał.
- Niemożliwe! - mówi jedna.
- Nieprawdopodobne! - mówi druga.
- No cóż, jeśli mi nie wierzycie, zaraz wam udowodnię.
Facet podchodzi do okna, otwiera je i krzyczy...
- Obie?
- Tak, tak, obie! Dzięki, stary

od Fafika do Lotnika - czyli zwierzaki w moim życiu

jak wygląda hovawart - wzorzec rasy na stonie klubu hovawarta
www.klub.hovawart.pl
to cudowne psy o wspanialej psychice - jestem fanka tej rasy ale obawiam sie, ze rasa staje sie modna wiec zacznie się problem dzikich hodowli

dlaczego Fafik trafił do wujka? tak naprawdę to nie wiem, miałam wtedy ok. 5 lat i o zdanie nikt mnie nie pytał no i nie tłumaczył. Chyba miało to związek z pracą taty, ale nie wiem. Wiem, że trafil do wujka i trafił dobrze. Dozył tam kochany sedziwego wieku a my dopóki mieszkaliśmy w Myszkowie odwiedzaliśmy psiaka, tzn wujka, często.

a wracając do Perełki
Jak do nas trafiła to już wiecie. Nie była z nami dlugo. Którejś nocy odeszla ciężko chora, chyba na nosówkę. Tym razem tata od początku walczył o psiaka ale widac tak było gdzieś zapisane. Gdy psiak odszedł był u nas w odwiedzinach dziadek i opowiedziano mi historie jak to Perełka uciekła dziadkowi w świat - do dzis nie wiem dlaczego rodzice uznali, mze lepiej zniose wiadomość, że pies mnie dobrowolnie opuscił i uciekł od wiadomosci, że odszedł za TM poniewaz był ciężko chory. dziś wiem, że psina zasnęła w nocy i juz się nie obudziła.

A jak trafił do nas Mikado nie wiem, nie pamiętam. Może zapytam rodziców to dopisze te informację. Był małym rudym kundelkiem z krótkimi nóżkami, takim liskowatym. Miałam wtedy ok. 7 lat i był m oim kumplem. W wieku 8-miu lat powaznie zachorowałam - szpital, leczenie poszpitalne i te rzeczy. Rodzice nie chcieli mnie puścic do sanatorium. Miało to swoją przyczyne w poprzednim moim tam pobycie. W wieku 4 lat, mieszkając jeszcze w Szczecinie, chorowałam na żółtaczke i po szpitalu tata zawióżł mnie do sanatorium gdzieś na południu Polski. Gdy przyjechal w odwiedziny pamietam, jak mnie salowe wołały i mówiły, że tata przyjechał. A nmnie to było obojetne. Tata mi opowiadal, że jak mnie zobaczył na szczycie schodów w opadających rajstopach, z grzywka do połowy buzi , bez uśmiechu na twarzy to nie wytrzymał i natychmiast zabral do domu. Mój ojciec nie jedno w zyciu przeszdł, ale opowiadał, że mial łzy w oczach widząc swoja córeczkę w takim stanie (wtedy jeszcze byłam jedynaczką).I oboje z mamą obiecali sobie i mnie, że już nigdy więcej. Tak więc zamiast do sanatorium trqafilam do mojej babci we włocławku i uczęszczałam regularniw do przychodni przysanatoryjnej. A do babci pojechal ze mną własnie Mikado. I tam dopiero rozrabialiśmy. Psiak był nie tylko psiakiem ale także namiastka mojego domu. Gdy rodzice mieli mnie odwiedzić wystawiałam z mieszkania babci stołeczek i razem z psem czekałam godzinami kiedy tez oni dojadą. Po roku wróciłam do domu, ale juz nie w Myszkowie tylko w Kostrzynie n.Odrą. Mikado został u babci. Oboje z dziadkiem nie chcieli go oddac. Ja co prawda bardzo chciasłam, żeby pojechał ze mną, ale decyzja dorosłych była inna. Mikado został u dziadków. Ponieważ wszystkie święta i wakacje byłam u dziadków więc psiaka często widywałam. Niestety zakonczył swoje życie na moich oczach. Wzięłam moja siostrę i psa na spacer i pies wpadł pod samochód. Samochód oczywiście nawet się nie zatrzymał. A my rycząc wróciłysmy do domu. Ja histerycznie pobiegłam po pomoc a moja dużo młodsza siostra wzięła psiaka i przyniosła juz niezyjącego do domu. Tata razem z wujkiem pochowali psa w ogródku babci. Smutny koniec kochanego psiaka.
W międzyczasie, gdy ja byłam u babci u rodziców zamieszkała suczka, liskowata koloru czarnego. Niewiele o niej wiem, bo właściwie wcale jej nie znałam. W związku ze zmiana miejsca zamieszkania rodzice oddali ją wujkowi. Miała tam dobrze, ale znowu oddany pies. I rzez kilka lat, póki mieszkaliśmy w kostrzynie nie było w domu psów - rodzice uznali, że skoro mama poszła do pracy, my dzieci chodzimy do szkoły to nie mammiejsca na psy. Uważam, że rodzice nie mieli racji, ale to nie ja podejmowalam decyzje.
No i treaz pora na opowieść o psie mojej młodości - ukochanym psie rasy prawie bokser o imieniu Serwo.
Znowu przeprowadzka. miałam juz 15 lat, więc oczywiście byłam baaaardzo dorosła. Mieszkaliśmy wtedy w Świeciu n/W a w pobliskiej Chelmzy zamieszkał przyjaciel rodziców z czasów Szczecina - lekarz. Jakiegoś jesiennego dnia przyjechał do nas w odwiedziny i poinformował, że jeden z jego pacjentów jest ciężko chory (jak dziś pamiętam - gruźlica kręgoslupa) a jego zona nie jest w stanie zajmowac sie mężem i młodym ok. 1 rocznym psem bokserem. Powiedział, że chcą za niego 1 tys. zł. nie wiem ile to wtedy było pieni ędzy. Chyba duzo. Ale wiedziałam, że to ukochana rasa mojego taty. Pies był rasowy, 7 z miotu, więc bez rodowodu. Stanęłam przed tatą i ja jego ukochana córeczka haneczka błagalnie powoedziałam 'tato to tylko jeden tysiączek'. No i tego tata potrzebował, żeby sam przed sobą usptrawioedliwić decyzje najpierw obejrzenia psa. Hmmmmm. No cóż pojechaliśmy 'obejrzeć' psa. przed domem spotkaliśmy moją siostrę - skakała z radości jak usłyszała nowine. Obie wiedziałyśmy, czym skończy się oglądanie psiaka. No i pies został przywieziony do nas do dmomu. Był slicznym żółtym bokserem. od razu obsiusiał ścianę w przedpokoju i był nasz.
Ciąg dalszy o psie imieniem Serwo w następnym odcinku
h

Dla kupujących, sprzedających, poszukujących nieruchomości

Domoklik.pl wirtualna wizyta nieruchomości



Domoklik.pl to nowy, innowacyjny portal nieruchomości, jako jedyny w Polsce oferujący "wirtualne wizyty", gdzie zarówno agencje jak i osoby prywatne mogą umieścić swoje oferty w języku polskim i angielskim

domoklik.pl

Kupno mieszkania nie jest tak proste jak zakup nowych butów czy komody do salonu. Zanim ktoś stanie się właścicielem własnego lokum musi przejść przez wiele procedur i wymogów. Jednak jedną z najważniejszych spraw w tym temacie jest wybór odpowiedniego mieszkania. Obecnie wiele, jak nie większość osób poszukuje swojego własnego kąta za pomocą internetu. Prawie wszystkie agencje nieruchomości posiadają swoje strony internetowe, na których mogą upubliczniać swoje oferty. Anonse z reguły wyglądają bardzo podobnie - internauta może dowiedzieć się podstawowych informacji o danym lokum, zobaczyć jego zdjęcia, czasem lokalizację na mapie, plan architektoniczny czy odległości do najbliższych punktów takich jak biblioteka, kościół lub sklep spożywczy. Czy taki pakiet danych jest wystarczający aby podjąć decyzję o wizycie w mieszkaniu w celu jego obejrzenia? Może wystarczy, ale serwis Domoklik.pl wprowadził zupełnie nową usługę - możliwość obejrzenia mieszkania i jego okolicy w wirtualnej przestrzeni.

Domoklik.pl to jedyny portal oferujący "wirtualne wizyty". Każdy, kto szuka mieszkania, domu bądź biura, dzięki usługom oferowanym przez ten serwis, klikając myszką znajdzie i zwiedzi nieruchomość szybko i sprawnie. Warto dodać, że mimo innowacyjności tej usługi na rynku agencji ogłoszeń o nieruchomościach, to portal ten jest bardzo przyjazny dla odwiedzającego go użytkownika. Prezentacja oferty na naszym portalu jest ewidentnie bezkonkurencyjna dzięki funkcjonalnej i jednocześnie precyzyjnej wyszukiwarce. Na czym więc tak naprawdę polegają "wirtualne wizyty"?

To innowacyjna technologia umożliwiająca każdemu dokładne obejrzenie mieszkania, domu bądź biura bez potrzeby ruszania się sprzed ekranu komputera. Dzięki panoramicznym zdjęciom w wysokiej rozdzielczości interesujące danego użytkownika całe mieszkanie można zwiedzić tak, jak by naprawdę w nim się było! Wystarczy przesunąć kursor myszki (360 stopni), a obraz podąży za nim. Odbywając taki "interaktywny spacer" oszczędza się czas i pieniądze. Dzięki tej usłudze można już sprawdzić, czy okolica mieszkania jest odpowiednia, czy infrastruktura pozwala na swobodne poruszanie się pod swoim własnym, jeszcze niedoszłym domem/mieszkaniem. Ponadto można już wirtualnie sprawdzić czy dane lokum nadaję się do realizacji własnych pomysłów odnośnie urządzenia wnętrz. Tak samo jak kupując buty dobrze jest w nich trochę pochodzić, tak wybierając mieszkanie równie korzystnie jest się po nim przejść. Dzięki portalowi Domoklik.pl nie trzeba już odwiedzać fizycznie każdej interesującej nieruchomości, gdyż taki spacer można zrobić siedząc wygodnie w fotelu, pijąc poranną kawę czy robiąc sobie przerwę w pracy na komputerze.

Domoklik.pl to nie tylko portal nieruchomości. Jak obiecują twórcy portalu, na stronie w przyszłości będzie możliwość odbycia "wirtualnej wizyty" po najciekawszych miejscach w Polsce. Wszystko po to, aby za pomocą tylko internetu zobaczyć najlepsze hotele, najbardziej ekskluzywne restauracje, najpopularniejsze kluby. Dzięki takim funkcjonalnościom o ile łatwiej będzie zaplanować romantyczną kolację, spotkanie z przyjaciółmi czy też wizytę w innym mieście. Planowanie czasu i wiedza o odwiedzanych lokalu/mieście to podstawa udanego wypadu, dlatego też już niedługo będzie można uniknąć wpadki wizyty w mało przyjaznym klubie (o czym nie można było wiedzieć czytając np.: jego opis i widząc zdjęcia) czy też pominięcia ważnego bądź ciekawego miejsca przy zwiedzaniu danej miejscowości.

Źródło: eMetro.pl

Infoholizm - objawy i skutki

Nie brakuje psychologów i psychiatrów, którzy negują istnienie infoholizmu. Owszem, przyznają, że zdarzają się osoby, których czas korzystania z Sieci przekracza rozsądne granice, ale odmawiają uznania tego zjawiska za uzależnienie. Do sceptyków należy amerykański psychiatra John Grohol. "Nie rozumiem, dlaczego tyle uwagi poświęca się tzw. mrocznej stronie Internetu" - mówi Grohol.-"Ludzie spędzają całe dnie na pielęgnacji ogródka, grze w brydża czy czytaniu gazet, a nikt z tego powodu nie trąbi na alarm". Ivan Goldberg, psychiatra z Uniwersytetu Columbia, dodaje: "Gdyby 100 lat temu psychiatria zajmowała taką pozycję jak dziś, powstawałyby kluby Anonimowych Czytelników Powieści". Ich oponenci przypominają, że z podobnym sceptycyzmem spotkał się Robert Custer, gdy w 1980 przedstawił badania wskazujące na podobieństwo między zamiłowaniem do hazardu i alkoholizmem. Dopiero 14 lat później termin "uzależnienie od hazardu" trafił do medycznych leksykonów i dziś niemal każdy ośrodek odwykowy ma oddział dla kompulsywnych graczy.

Po czym poznać, że czas spędzany przed monitorem kwalifikuje nas do zasięgnięcia porady psychoterapeuty? Kiedy zaniedbujesz inne sprawy, kompromitujesz się w pracy czy szkole z powodu zarwanych nocy spędzonych na buszowaniu w Sieci, to należy takie zdarzenia traktować jak dzwonek alarmowy. Stąd całkiem blisko do całkowitej utraty kontroli nad swoim zachowaniem. Nie sprawdziły się zapowiedzi proroków Internetu o zaniku zjawiska samotności w obliczu możliwości nawiązywania przyjaźni przez jedno kliknięcie myszką. Studia przeprowadzone na Uniwersytecie Carnegie Mellon wykazały, że korzystanie z Globalnej Pajęczyny idzie w parze z alienacją i depresją. Infoholicy utrzymują relacje z innymi ludźmi tylko poprzez Internet, całkowicie rezygnując z bezpośredniego kontaktu. Tracą zainteresowanie dla wszystkich form aktywności społecznej oprócz rozmów online. Zmienia się ich język, w coraz większym stopniu stając się technicznym slangiem. Używają skrótów internetowych w szkolnych wypracowaniach czy odpowiedziach przy tablicy. Nie potrafią kontrolować czasu spędzanego w Sieci - nawet nie zdają sobie sprawy, ile go naprawdę poświęcają na IRC czy wędrówki po WWW. Zdaje im się, że siedli tylko na chwilkę, a tymczasem w rzeczywistości upłynęło wiele godzin. W ostatniej fazie uzależnienia osoby takie całkiem porzucają wszystkie pełnione do tej pory role społeczne. Internetoholik zachowuje się jak każdy inny nałogowiec - zaniedbuje rodzinę, przyjaciół, obowiązki, nie dba o własne zdrowie, rezygnuje z innych rozrywek i przyjemności. Redukuje czas przeznaczony na sen, je byle co, a najchętniej gotowe dania.

Związki rodzinne wydają się tą relacją społeczną, która jest najbardziej zagrożona przez infoholizm. Mężczyźni wykorzystują zajęcie przy komputerze jako pretekst do uniknięcia wypełniania codziennych obowiązków - zakupów, koszenia trawnika, drobnych napraw domowych. Jedna z "cyberwdów" tak podsumowała ostatnią fazę swego małżeństwa: "Mój mąż użyłby magicznej różdżki i wysłałby mnie w inny wymiar, gdyby tylko mógł. Zamiast tego wciskał włącznik komputera i sam odcinał się od rzeczywistości". Nie tylko mężczyźni potrafią zapomnieć o całym świecie. Jedna z matek tak zapamiętale "ircowała", że dopiero po północy przypomniała sobie o nie odebranym z przedszkola dziecku.

(Na podst. -> Piotr Dębek, Lubomira Szawdyn - killer.mud.pl)

NOWA ANKIETA - głosowanie na przewodniczacego klubu

Daria nie oddała pracy w terminie.

PRZEWODNICZĄCYM KLUBU MYSZEK ZOSTAJE: OGRYZEK

"Oto jest moja praca:
Mysz jest przyjacielem człowieka

Dawno, bardzo dawno temu, kiedy to ludzie ubierali się jeszcze w skóry jaguarów, mała mysz zmieniła wszystko... Sami zobaczcie jak to było.
Człowiek o imieniu Gryzion wybierał się właśnie na polowanie. Gryzion był bardzo agresywnym jaskiniowcem i zabijał wszystko co tylko mu się udało złapać.
Po paru kilometrach żmudnej wędrówki dotarł do stada dzików. Zaczaił się w krzakach. Z ukrycia obserwował je z dobrą godzinę. Wreszcie, gdy wezbrała się w nim wściekłość z dzikim krzykiem rzucił się na najmniejszego warchlaka. Wszystkie inne były dla niego za szybkie. Cieszył się że go upolował. W końcu był bardzo głodny. Był tylko zły, że nikt tego nie widział. Ludzie nie byli łatwowierni i nie musieli mu wcale uwierzyć. Jednak mylił się. Za jego plecami chowała się mała myszka. A raczej mały mysz o imieniu Opryszek. Opryszek od małego interesował się łowiectwem. Takie polowanie wywarło na nim wielkie wrażenie. Kiedy Gryzion wracał do swojej rodziny ciągnąc warchlaka za nogi, Opryszek pobiegł za nim. Czasami Gryzion przyspieszał, wtedy Opryszek wskakiwał na warchlaka. Kiedy przeszli parę kilometrów bardzo się zmęczyli. Gryzion przysiadł na pobliskim kamieniu. Opryszek biegł za nim. Kiedy był już przy jego nodze, coś go uderzyło. Było to coś w rodzaju dzikiego kota. Przynajmniej mysz sobie tak to wyobraziła, po głośnym miauknięciu ze strony owego stwora. Nie widział już go, bo z przerażenia zamknął oczy. Gryzion, ze strachu zaczął uciekać. W ciągu tej chwili uświadomił sobie ile złego zdziałał w swoim życiu. Zakiełkowało w nim dziwne, inne uczucie. Wołająca go piskiem myszka, która miała być przekąską dla ; Jego sumienie nakazało mu uratować tą mysz. Tupnął i rzucił warchlakiem w stronę kota. Ten widocznie stwierdził, że myszą się nie naje, bo porwał świnkę i uciekł w gęstwiny. W pierwszej chwili jaskiniowiec, bardzo zmartwił się swoim łupem. Ale zaraz potem podbiegł do małego, ledwo dyszącego ciałka. Podniósł je. Wtedy Opryszek się ocucił. W przypływie szoku chciał ugryźć Gryziona. Jednak zaraz poznał dzielnego jaskiniowca. Chciał się podnieść, ale nie miał tyle sił. Gryzionowi zrobiło się go żal.
Przytulił mysz czule i schował do czegoś w rodzaju kieszeni. Po powrocie do jaskini Gryzion wydrążył w ścianie małą półeczkę, wymościł ją garścią liści i położył Opryszka. Myszka była bardzo poraniona, a Gryzion widząc męki myszki pobiegł do pobliskiego źródła i nabrał trochę wody. Nakapał nią w pobliżu Opryszka. Ten doczołgał się do niej i chłeptał ją łapczywie.
Mijały dni, tygodnie, a mysz była coraz większa i zdrowsza. Ludzie pytali się Gryziona co go nakłoniło do udomowienia zwierzaka. Jednak on odpowiadał tylko
widocznym rumieńcem.
Pytacie się co robiła mysz, w zamian za uratowanie życia? Po prostu była.
Niestety teraz w dzisiejszym świecie gdzie liczą się tylko telewizory i komputery została tylko garstka ludzi o miękkim sercu. Mało tego, że ludzie wyżywają się fizycznie na gryzoniach np. poprzez testowanie na nich różnych kosmetyków lub robieniu eksperymentów to jeszcze sami karmią nimi swoje ;pupilki;. Tym ludziom myszy nic nie zrobiły. Wystarczy im to, że mają one ich zdaniem ;ohydne; ogonki.
A morał?... Sami wywnioskujcie."

Gratuluję.